niedziela, 25 grudnia 2016

Nie chcę.

Nie mam siły na nic.
Jestem beznadziejna.
Zawodze wszystkich na każdym kroku.
Nie wiem po co jeszcze żyję.

piątek, 9 grudnia 2016

...

Dziś nie wyjdę z łóżka.
Wczoraj był dzień, w którym miały zapaść wyroki.
Jeden znam. Drugiego nie. I jakoś nie spieszy mu się, żeby powiedzieć mi czy jestem jego dziewczyną czy nie... szkoda. Może kiedyś mi powie, a jeśli się nie odezwie to chyba będzie oczywiste, że nie...
Czekanie mnie zabija. Dlatego nie mogę dziś wyjść z łóżka, bo mogę zrobić coś głupiego.
Cholera... Ale Basia...

niedziela, 27 listopada 2016

Powoli się odnajduję.

Dawno dawno temu... byłam taka... normalna(?). Miałam marzenia jak każda inna dziewczyna (idealne romantyczne zaręczyny, perfekcyjny ślub, najpiękniejsza biała sukienka, książę z bajki, rodzina, dzieci, mąż)., ale później stały się różne rzeczy i doszłam do wniosku, że to o czym marzę po prostu nie istnieje. Szydziłam z tego. Wyśmiewałam się z ludzi, kiedy przy mnie opowiadali o takich rzeczach. I tak spędziłam niecałe 7lat życia. A potem stał się cud. Zakochałam się. Ja. Która ostatnie 7lat spędziła na tłumaczeniu, że miłości nie ma. Zakochałam się na zabój i nieodwracalnie. I wszystko powoli zaczyna wracać do normy. Przy nim. Dzięki niemu. Zaczynam wracać do normy. Do tego kim jestem. Dzięki niemu czuję się bezpiecznie i mogę znowu być taka... delikatna, krucha, nie muszę się sama bronić przed całym światem.

Koniec?

Jeśli to koniec... chciałabym, żebyś wiedział, że jestem Ci wdzięczna za każdy oddech, który mogłam zrobić dzięki temu, że się pojawiłeś.
Jeśli to koniec... nie żałuję i nigdy nie będę żałować żadnej sekundy mojego życia z Tobą i dzięki Tobie... chociaż chciałabym, żeby było ich więcej... dużo więcej...
Wiem, jestem rozhisteryzowaną idiotką, ale to dlatego, że Cię kocham i nie chcę Cię stracić, boję się tego.
Moje życie dzieli się na dwa etapy "przed Tobą" i "od kiedy się pojawiłeś". Noe chcę myśleć co będzie jak pojawi się trzeci etap "po Tobieł, boję się tego, to będzie jakiś Armagedon.
Teraz zostaje mi czekać na wyrok... serce mi pęka na myśl, że to mogłoby się skończyć. Najgorsze jest to, że kilka dni temu padło stwierdzenie "nie mogę być z kobietą, której nie widzę" - to przecież o mnie, mnie nie widzi... ale jeśli Paulina i Albert dają radę to może jest szansa na jakiś cud...? Zresztą jeśli była szansa na cud to przecież właśnie ją zepsułam.

Chyba czas spać.
Zapowiada się noc pełna koszmarów. Ciekawe ile ich będzie...
Półtora tygodnia do odebrania wyników. Kolejny wyrok na mnie czeka. Jeśli mnie zostawi, to przynajmniej nie będzie musiał martwić się tym, że jest z kimś kto nie da mu rodziny... Nie chcę sama przez to przechodzić, ale jeśli dla Piotrusia tak będzie lepiej? Ale nie mi decydować o tym, co dla niego lepsze. On to wie najlepiej i teraz zostaje czekać aż sam określi co jest dla niego lepsze.
A co jest lepsze dla mnie? Oczywiście, że z nim niż bez niego... może nikt w to nie uwierzy, ale ja widzę jak bardzo się zmieniłam od kiedy jest i to zmieniłam na lepsze... ale to nie znaczy, że ja tak na niego działam.

8.12.2016r. chyba umrę czekając na ten dzień i chyba zniszczę wszystko co dobre w moim życiu do tego czasu i pozbędę się wszystkich "bliskich" ludzi...

środa, 26 października 2016

ale...

Jest dobre między nami, ale często przypominam sobie, że nie jesteśmy razem, że tydzień temu to skończył...
Chciałabym, żeby wrócił, bardzo bym chciała... on niby też chce, NIBY.
Ale ja nie wiem... ja go nie poproszę, nie mogę. Jeśli to zrobię to się poniżę.
Chciałabym, żeby on po prostu zapytał albo jeszcze lepiej, że nie ciągniemy dalej tego cyrku, tylko po prostu jesteśmy razem, żeby to wszystko miało ręce i nogi.
Mogłabym to zrobić, oczywiście, że bym mogła, ale jeśli to zrobię... no przecież nie powinnam prosić, błagać go, żeby wrócił, zostawił, dał mi do zrozumienia, że mnie nie chce, jeśli coś się zmieniło to chyba potrafi to naprawić...

Do tego jutro znowu idę do pani doktor, kolejne badanie. Niedobrze mi...boję się. Jestem w tym sama. Jemu nie powiem, że się boję, bo nie jesteśmy razem, więc nie wypada, więc pewnie moje problemy nie są jego problemami...

niedziela, 23 października 2016

feeling.

Ten dzień miał być spokojny.
Ale nie.
Nie ma tak dobrze.
W zasadzie cały dzień był do dupy.
Pół nocy zwijałam się z powodu bólu brzucha, a później miałam drgawki z powodu gorączki.
Ale jakimś cudem udało mi się trochę pospać - idealnie.
Hahaha. Nie ma tak dobrze.
Obudziłam się z tym pieprzonym przeczuciem, że coś się złego stanie.
No i się stało.
Najpierw myślałam, że chodzi o niego, ale okazało się, że nie.
Wyszłam na pieprzony spacer i co?! I dogoniła mnie przeszłość. Kretyn, którego od ponad 7lat próbuję wymazać z pamięci stanął na mojej drodze. Myślałam, że umrę. Chciałam tego, kiedy na mnie patrzył i się śmiał zadowolony z siebie. Na moje szczęście nie postanowił podejść i się odezwać. Ale to i tak był koszmar.
Chciałam zadzwonić po tym wszystkim do mojego najlepszego przyjaciela, żeby mu się wypłakać, żeby powiedzieć co się właśnie stało, ale przypomniałam sobie, że nie mogę, że przecież on zrezygnował z bycia moim najlepszym przyjacielem i aktualnie się zastanawia czy wrócić czy nie...
No i wtedy stało się najgorsze, dotarło do mnie, że on już najprawdopodobniej podjął decyzję tylko nie wie jak mi to powiedzieć.
Najlepiej wprost. Poradzę sobie z tym.

"nie wiem"

Zastanawiam się jak w ciągu godziny zmienić zdanie z "tak, oczywiście, że chcę, żebyśmy byli razem" na "w sumie nie wiem, to trudna decyzja, muszę się zastanowić".
Dla mnie zawsze oczywiste było, jest i będzie, że chcę z nim być, nie muszę się nad niczym zastanawiać. Kocham go i oczywiste jest, że uważam, że trzeba znaleźć jakiś sposób, żeby to ogarnąć.
Może po prostu on mnie nie kocha tak na prawdę? Może tylko wmawia sobie, że mnie kocha, bo akurat ja się napatoczyłam, a miał dosyć samotności?
No ale ok, jeśli potrzebuje czasu to ok. Może i jestem głupia, żałosna, cokolwiek. Poczekam, pod warunkiem, że przemyśli, zastanowi się, skupi się i ustali sam ze sobą czy mnie kocha czy nie...
Jeśli mnie jednak nie kocha, pewnie serce mi pęknie, ale cholera jasna i tak nie przestanę kochać jego. Nie potrafiłabym...