niedziela, 8 kwietnia 2018

Ogniste chochliki.

Tiruriruriru.

Ale tak ogólnie poza tym wszystkim.
Jestem względnie szczęśliwa.
Ponoć to widać.
Ponoć to wiosna i słońce.
Mam inne zdanie.
Uważam, że to przez to, że od dłuższego czasu serce bije szybciej.
W ogóle wyniki mam dobre.
O dziwo nie przez leki!

Potrafię się znowu uśmiechać.
Tak serio.
Tak naprawdę.
I usłyszałam ostatnio, że do oczu wróciły mi chochliki, które jakiś czas temu znowu zaginęły.

Wiem
Kto poruszył moje serce
Kto pobudził moją chęć życia
Kto znalazł moje chochliki i przyprowadził je do mnie, do moich oczu
Kto obudził we mnie wiosnę.

Ale tą wiedzą się nie podzielę!
Jak ktoś się domyśli to pogratuluję.

Tak.
Czasem dalej chce mi się płakać.
Ale to normalne.
Czasem każdy ma czarne myśli.
Najważniejsze, żeby sobie z nimi radzić.
Najważniejsze, że moje coraz szybciej się ulatniają.

Tak naprawdę, dawno nie czułam się tak bardzo żywa.




Właśnie znalazłam coś fajnego.
Coś co idealnie opisuje sytuację.

"Od tego wieczoru wszystko się we mnie zmieniło; w mojej duszy znowu ktoś zamieszkał; nie miałem już w sobie jedynie owej żałosnej pustki, w której kłębiły się (jak śmieci w splądrowanym pokoju) żale, wyrzuty i skargi; moja dusza była znowu pokojem nagle uprzątniętym, w którym ktoś zamieszkał. Zegar wiszący na jego ścianie, o wskazówkach nieporuszanych przez długie miesiące, naraz zaczął chodzić. To było znamienne: czas, który do tej pory płynął jak obojętny strumień znikąd donikąd (w moim życiu trwała przecież pauza), bez jakiejkolwiek artykulacji, bez jakiegokolwiek rytmu, znowu zaczął odzyskiwać ludzką twarz: zaczął dzielić się na okresy i dawał się obliczać."

Milan Kundera "Żart"



W moim życiu trwała przecież pauza.
No właśnie.
To który wieczór zaczął zmieniać mnie.
Moje życie...
Zostawię dla siebie.
Pewnie i tak część osób doskonale wie.
Ułamek sekundy.
Jedno spojrzenie.
Jeden uśmiech.
I jestem.
I są moje chochliki.
Za co dziękuję.
Naprawdę bardzo Ci dziękuję Kocie.

Tak naprawdę myślałam, że będzie inaczej.
Że to jak potoczyło się to wszystko...
Że będę zniszczona.
Jeszcze bardziej.
Tylko...
No jakimś cudem to zaakceptowałam.
Tak miało być.

Dzięki tej akceptacji poczułam się dobrze.
Pojawiła się harmonia.
Poczułam jakąś dziwną "moc sprawczą".
Znowu czuję, że mogę wszystko.
Ale nie chcę wszystkiego.

Nie chcę łaski.
Nie chcę obecności na siłę.
Nie chcę litości.
Itd.
Itp.

W pewien sposób jestem mu wdzięczna za to.
No bo pomógł mi odzyskać chochliki.
Stał się iskrą, która rozpaliła ogień.
Znowu płonę.
Znowu zaczynam być żywiołem.

Jestem jak ogień.
Jeśli ktoś wie jak się ze mną obchodzić to skorzysta.
Jeśli ktoś nie wie...
Współczuję.
Ogień niszczy.
Chociaż jest przydatny.
Ale ten pod kontrolą.

Jeszcze może się trafić piroman, który specjalnie podsyci żywioł.
Śmieszki heheszki.