czwartek, 29 marca 2018

Tęcza

No bo w sumie to obiecał, że namaluje mi dzień. 
Ba! Że namaluje mi życie.
Miał pokolorować moją czarną tęczę i co?
I g... 
I nic.

To w sumie śmieszne.
Pierdyliard razy już słyszałam "jestem inny, nie skrzywdzę Cię, ja taki nie jestem, ja nie zniknę nagle, nie zniknę z Twojego życia bez słowa".
Śmieszne w tym jest to, że jak dotąd ten pierdyliard razy wychodziło na to, że jednak jest jak wszyscy i że mniej lub bardziej świadomie, ale jednak krzywdził, no i oczywiście o dziwo zawsze znikają, do tego przeważnie bez słowa.
A to boli mnie najbardziej.
Znikanie.
Porzucanie.
(Dobra, jest taki co to faktycznie jest inny od innych, wysokie pięć Szwagier!)

Zastanawiam się czy to ze mną jest coś nie tak.
Czy posiadanie tak dużej wiary w ludzi i nadziei na szczęście, na istnienie kogoś wyjątkowego oznacza, że coś ze mną nie tak?
A może jestem po prostu zbyt naiwna?
Nie wiem.
Wiem na pewno, że zamierzam spróbować pierdyliard pierwszy raz.
Nie teraz zaraz już.
Ale tak w ogóle.

Gdzieś jest ktoś, kto spowoduje, że moja tęcza przestanie być czarna.
Naprawdę chcę wierzyć w to, że jest ktoś kto wprowadzi w moje życie kolor.
Chcę tęczowej tęczy.
Nie czarnej.

Może za dużo wymagam od mężczyzn?
Ale nie mogę obniżyć "standardów".
Zresztą, moje i tak nie są jakieś super wygórowane, wyszukane.
Bo przecież nie chodzi o wygląd.
Serio, w moim przypadku to nie ma znaczenia.
Ekspresowy przegląd.
Serce skradli mi:
* tacy co to prawie dwa metry mają, ale też tacy ciut wyżsi ode mnie (przy których obcasów nie mogłam założyć)
* tacy misiowaci, powiedziałabym, że ze sporą nadwagą, ale też tacy noooo idealnie wyrzeźbieni, ale też tacy co w sumie jak wiatr zawieje to może takiego zdmuchnąć
* tacy z ryjem z żurnala i tacy normalni, swojscy
* łysi, bruneci, szatyni, blondyni i rudzi.
Mówiłam.
Wygląd nie ma znaczenia.
Każdy z nich miał coś odpowiedniego.
Coś co mi odpowiadało.
Co było dla mnie dobre.
Albo nie...
Część z nich miała coś odpowiedniego.
Reszta ściemniała i udawała.
Większość ściemniała i udawała.

To co? 
Jest gdzieś "artysta"?
Prince Charming?
Ktoś odpowiedni?
Kto pomaluje mój dzień, moje życie?

Gdzieś na pewno.
Nie chciałam szukać.
Chciałam być znaleziona.
Ale to bez sensu.
Nic samo nie przychodzi.
Szczęściu trzeba pomóc.














"Zobaczył ją tak bardzo blisko
Tak naturalnie, przepiękną Lili,

I zapamiętał kolor, wszystko,
Już zakochany był, tak zakochany był!

Na jego oczach było lśnienie,
Kolory, barwy i jej odcienie,
I jeszcze ta obietnica dana:
Ja namaluję Lili dzień!

Szarawy świat odejdzie szybko,
Poleci z nieba kolorowy pył.
Powoli wiatrem spadał nisko,
Zaczarowany był, zaczarowany był!

On zakochany był jej radością,
Zauroczony w korowodzie słów!
I poza jego świadomością,
Odwagę dano mu, żeby do Lili mówił 
jedno:

Ja namaluję dzień Twoją ręką
Na ziemi pojawi się cud!
Dotykiem koloruję na niebiesko,
Zamieni się czarne na róż!

Ja namaluję dzień Twoją ręką
Na Ziemi pojawi się cud!
Dotykiem koloruję na niebiesko,
Zamieni się czarne na róż! 

Miliardy nowych gwiazd na niebie,
Miliony wierszy, które znała już!
Tysiące barw, gdzie ona drzemie
I parę złotych róż, i kilka białych róż!

Dostała wszystko za spojrzenie,
Za mały dotyk, przypadkowy ruch,
To wszystko nie jest jej marzeniem,
I powiedziała mu, żeby do Lili mówił jedno:

Ja namaluję dzień Twoją ręką
Na Ziemi pojawi się cud.
Dotykiem koloruję na niebiesko,
Zamieni się czarne na róż! 

Ja namaluję dzień Twoją ręką
Na Ziemi pojawi się cud.
Dotykiem koloruję na niebiesko,
Zamieni się czarne na róż! 

A kiedy zajdą te dni
I jego słodka Lili
Odjedzie we mgle czarnym koniem ole!
Powie, że to nie grzech!
Jego kolej na gest,
Bo wie gdzie ona jest,
I weźmie do rąk
Morze Czarne i ją,
Zaczaruje w tę noc!
Do Lili powie jedno:

Ja namaluję dzień Twoją ręką
Na Ziemi pojawi się cud.
Dotykiem koloruję na niebiesko,
Zamieni się czarne na róż!

Ja namaluję dzień Twoją ręką
Na Ziemi pojawi się cud.
Dotykiem koloruję na niebiesko,
Zamieni się czarne na róż!"

poniedziałek, 26 marca 2018

Gówniarze.

"Jesteśmy dorośli. Kiedy to się stało? Jak to zatrzymać?" ~ GA.



Tego nie da się zatrzymać. 

Chociaż niektórzy to odkładają w nieskończoność.
Najbardziej irytujące jest to, kiedy dzieciaki dopominają się respektowania tego, że są dorośli.
Problem w tym, że nie są. Zaczynają dopiero bawić się w dorosłość.
A potem okazuje się, że właśnie ci, którzy najgłośniej krzyczeli o swojej dorosłość, cóż... są najbardziej dziecinni i najmniej dojrzali ze wszystkich.

Złota rada?
Zamknijcie mordy i cieszcie się z dzieciństwa tak długo jak tylko możecie. 
Nie ma co się spieszyć do dorosłości.

Przede wszystkim bycie pełnoletnim nie jest równoznaczne z byciem dorosłym.
Także to, że w portfelu ma się IDka i że można legalnie kupić szlugi i alko, nie znaczy od razu, że jest się dorosłym. 
To tak nie działa. 
Serio.

Dorosłość to odpowiedzialność. 
Nie tylko za siebie, ale też za drogie człowieka.

Dorosły człowiek nie napisze, najebany jak messerschmitt, "kocham cię", żeby później rżnąć głupa, że nic nie było, nic nie zrobił. Tylko na trzeźwo weźmie to na klatę i potwierdzi, że kocha albo przyzna się do bycia chujem, dupkiem itp, który najebany pierdoli trzy po trzy.

Dorosły człowiek nie będzie oczekiwał, że wszyscy dookoła będą załatwiać jego sprawy. Będzie robił to po prostu sam. Tak samo jak sam będzie ich pilnował, a nie oczekiwał, że wszyscy będą za niego pamiętać o tym, co ma zrobić. A jeśli dorosły ma problemy z pamięcią to kurwa zainwestuje w zasrany organizer albo przestanie robić z siebie sierotę i dozna olśnienia i skorzysta z apki w telefonie.

Dorosły człowiek wie, kiedy odłożyć na bok dumę i honor, bo są sytuacje, kiedy trzeba stanąć ponad podziałami, fochami i wszystkim innym. Nie ważne czy to dla swojego czy cudzego dobra. Po prostu czasem trzeba i dorosły to rozumie.

czwartek, 22 marca 2018

5lat

"Gdy mówimy coś w stylu >>ludzie się nie zmieniają<< doprowadzamy naukowców do szału. Bo zmiana to tak naprawdę jedyna stała część w nauce. Energia, materia to zawsze się zmienia. (…) Trzymamy się kurczowo tego, co było, zamiast pozwolić temu być, takim, jakim jest. Trzymamy się dawnych wspomnień, zamiast tworzyć nowe. To, jak upieramy się wierzyć, pomimo tego, co mówią nam naukowcy, że w życiu nic nie jest wieczne. Zmiana jest stała. To, jak ją odczujemy, zależy od nas. Może wyglądać jak śmierć. Może być drugą szansą na życie. Jeżeli rozluźnimy palce, otworzymy pięści, damy się ponieść temu, co trwa, to może przypominać czystą adrenalinę. Tak jak w każdej chwili… Możemy otrzymać drugą szansę na życie… Tak jak w każdej chwili… Możemy urodzić się na nowo." ~ GA.

Niecałe 5lat temu zaczęłam pisać.
Co się zmieniło?

Kamil, ten który mnie w chuja zrobił i spotykał się z inna, o takim samym imieniu zostanie ojcem, a matką jego dziecka będzie Aga, "mój Lemurek"...
Filozof dalej jest kretynem - jakiś stały punkt programu.
Natalia... niby była wielka przyjaźń, ale wiecie... to jest mega skomplikowana historia, ale całe szczęście już mnie nie dotyczy. W końcu.
Paula. Siostra. Kocham. To się nie może zmienić. Za dużo przeszłyśmy ze sobą, żeby to nie mogło się udać.
Piotr... ta. Nie wiem.

A ja? Dla mnie przyszedł czas na to, aby puścić, porzucić przeszłość.
Chcę zacząć tworzyć nowe wspomnienia.
Chcę kreować nową rzeczywistość, mój nowy świat.
Czas na zmiany. W moim przypadku zmiana będzie szansą na nowe życie.
Tak, będę dalej popełniać błędy, ale właśnie o to chodzi, żeby się mylić, bo jeśli nie spróbujemy czegoś to nie będziemy wiedzieli czy jest to dla nas dobre.
Będę ryzykować. Co mi szkodzi? Chyba lepiej zaryzykować i wyciągnąć ręce po swoje niż siedzieć i tracić okazje.
Znowu będę sobą. Dziewczyną z chochlikami w oczach. Spontaniczną. Zakręconą. Ale jednak rozsądną i racjonalną. Taką jak byłam, ale inną. O lata mądrzejszą.

Ludzie się zmieniają.
Zawsze.
Chociaż trochę

Am I back?

Czy wracam? Nie wiem.
Na chwilę na pewno.
Kiedyś to mi pomagało. A teraz?
Nie wiem. Trzeba sprawdzić.

Co się dzieje? Upadłam na głowę.
Zakochałam się w gówniarzu, który pięknie kłamał.
To co pisałam wcześniej o Piotrze... to zdecydowanie była wtedy prawda, teraz NIESTETY wiem, że NIESTETY można kochać bardziej.
W każdym razie gówniarz się zabawił i zniknął. Pewnie wraca do byłej, co mnie troszkę bawi, ale w sumie... te dzieciaki są siebie warte.
Nie zaskoczył mnie niczym. A tak bardzo chciałam, żeby mnie zaskoczył, żebym jednak nie miała racji. No trudno!
Poradzę sobie. Tego jestem pewna. To nawet nie boli, chyba dlatego, że spodziewałam się, że tak to się skończy.

Poza tym piorun trafił trzeci raz w to samo drzewo.

Ale chyba najważniejsze dla mnie jest to, że jest Paula. To jest po prostu niesamowicie istotne dla mnie. Paulinko, walić Filozofa, zajmijmy się najpierw kimś innym!

Niektórzy powinni się nauczyć, że ludzie mają uczucia, że nie wolno się nimi bawić.
Chciałabym napisać coś mądrego.
Tylko co?
Ile razy można powtarzać, że czas leczy rany czy jak kto woli uczy z nimi żyć?
A może po prostu hmmm słuchajcie innych, słuchajcie bliskich, mi ktoś bliski mówił, że nie powinnam się w to pakować. Teraz już za późno, mądry Polak po szkodzie.

Jak sobie z tym wszystkim poradzić?
Mówcie. Mówicie głośno. Nazywajcie swoje uczucia, chociaż próbujcie.
Ja zrobiłam to wczoraj i czuję się z tym dobrze.

Za chwilę stuknie mi ćwiartka i obiecałam sobie, że to najlepszy moment, żeby zmądrzeć.
Nie chodzi o to, że jestem stara. Po prostu ćwiartka to dobry moment, żeby zmienić pewne rzeczy w życiu.

Chcę, żeby wróciły moje chochliki.
Chcę wrócić.
Chcę znowu być sobą.
Mimo wszystko chyba jestem coraz bliżej tego, żeby stanąć na nogi.

Jedno jest pewne.
Nie jestem sama.
Nie jestem samotna.
Mam niesamowitych przyjaciół.
W końcu są ludzie, którzy mimo własnych problemów interesują się też moimi i nie pozwalają, żebym zafiksowała się w tym, że moje problemy są mniej ważne.

I to chyba jest najważniejsze w życiu, żeby mieć ludzi, dla których jest się ważnym.