czwartek, 26 kwietnia 2018

Ludzie.

Dzisiaj ludzie to zdecydowanie zło konieczne.
Pewnie przez kilka kolejnych dni tak jeszcze będzie.
Albo dłużej.
Nie chcę.
Nie mam siły.
Jeśli macie możliwość to... dla Waszego dobra nie zbliżajcie się do mnie.

Peru

Najgorsze są noce.
Zostaje z tym wszystkim sama.
O tyle o ile w dzień mogę sobie poradzić ze wszystkimi, no bo trzeba wyjść do ludzi. To noce to tragedia.


Nie pamiętam kiedy ostatnio ten czas w roku był dla mnie taki ciężki.
Za kilka dni będzie 9 lat.
Przez to, że staram się trzymać w tym najgorszym dla mnie czasie, nie wiem jak sobie radzić z resztą.


Albo inaczej...
Robię głupie rzeczy wobec tej osoby, która jest tą, której tak naprawdę najbardziej potrzebuje.
Chyba nigdy o tym czasie nie byłam sama. Tak zupełnie, zupełnie. Zawsze ktoś był.


A teraz poza tym, że zbliża się 8 maja to dobija mnie ta okropna i przerażająca samotność.
"- Judyta, otwórz!
- Nie ma mnie! Wyjechałam do Peru! A Tosia do Gowidlina!
- No to otwórz bo muszę podlać ci kwiaty!
(otwiera)
- Judytka, co się dzieje?"
Odsyłam do filmu "Nigdy w życiu", jeśli ktoś nie ogarnia. 

Przydałby się ktoś ktoby przyszedł podlać te cholerne kwiaty...

Bo aktualnie to przebywanie tylko i wyłącznie w mojej głowie dobija.
"ja tu zwariuję albo padnę na klaustrofobię".


I szczerze mówiąc w tym roku jak nigdy sama się o siebie boję.
Przeraża mnie ten haos w głowie. Ta pieprzona gonitwa myśli.


A jeśli mam właśnie to na co zasługuje? Większość osób, które mnie dobrze zna raczej życzy mi jak najgorzej. Najwidoczniej maja powód.

Może to wszystko przez co przeszłam, może to całe bagno, cały ten syf... Może właśnie tylko na to zasługuje. Nie przypadkiem Patryk, ten co ma ryj jak z żurnala, powiedział, że zasługuje na faceta, który mi porządnie przypierdoli, bo ze mną inaczej się nie da, bo inaczej nic do mnie nie dociera, a po czymś takim przynajmniej na chwilę odnajduje swoje miejsce w szeregu.
Najwidoczniej faktycznie coś ze mną nie tak, skoro faceci ciągle na różne sposoby mnie karcili i karali...

Cóż. Może po prostu powinnam się trzymać tej samotności. Przynajmniej nikt się ze mną nie musi męczyć. A ja najwyżej zwariuję, najwidoczniej na to właśnie zasługuje.

środa, 25 kwietnia 2018

S. O. S.

Oranyoranyorany.

W głowie mam sajgon. Totalną sieczkę. Pewne jest to, że muszę przestać się ładować w chore akcje z "dziećmi". Zwariuje przez to.

Chyba też muszę przestać przywiązywać się do ludzi.
Czy to, że szybko zaczynam kogoś lubić (tak, lubić, po prostu lubić) i w pewien sposób przywiązywać się do tych osób jest złe?

Moja wina, że po kilku wymienionych zdaniach (nie ważne czy w świecie rzeczywistym czy wirtualnym) jestem w stanie stwierdzić czy mogę kogoś polubić czy nie? No chyba nie moja wina...

Po prostu nie rozumiem.
Dlaczego ludzie najpierw ładują się komuś do życia czasem nawet na siłę, a później znikają?

Dla mnie to najgorsze co może być.

Sama myśl o tym, nawet nie w odniesieniu do konkretnej osoby, powoduje, że czuję jak zbliża się atak paniki.
Trzeba było przeczekać.
Szkoda, że nikogo obok nie ma.
Chociaż mógłby ktoś do mnie mówić, żeby mnie z tego wyrwać, uspokoić.
Już nawet nie oczekuję przytulenia...
A co dopiero mówić o pocałowaniu, które jest najskuteczniejsze, bo wtedy chcąc nie chcąc trzeba zwolnić, nie tylko oddech, ale wszystko inne zwalnia, bo wszystko inne znika, wszystko przestaje mieć znaczenie.
Wszystko fokusuje  się tylko na tej jednej chwili, kiedy łączą się usta i dwa ciała zaczynają oddychać wspólnie.
Razem łatwiej.

Tego mi brakuje.
Potrzebuje kogoś kto przez chwilę za mnie pooddycha.
W takich chwilach kiedy ktoś oddycha za drugą osobę, to nie tylko jej pomaga, ale też walczy o tę drugą osobę.
Potrzebuję kogoś kto o mnie zawalczy.

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

over and over again.

Utknęłam.
Znowu.
W mojej głowie.

Nie chcę tu być sama.
Chciałabym tu Kogoś wpuścić.
Tyle, że ten Ktoś nie chce.

Niech mnie ktoś wyciągnie, ktokolwiek.
Za chwilę będzie równe 9 lat.
Jak wszystko się we mnie zjebało.
Jebany 8 maja.
Dalej nie umiem sobie poradzić.
A z dnia na dzień jest ze mną gorzej, chyba.

Chcę działać.
Właściwie.
Normalnie.
Proszę o pomoc.
Nie o obietnicę pomocy.
Obietnic mam już po kokardki.

Ostatnio też jeden obiecał, że pomoże.
Że mnie uratuje.
Bohater od siedmiu boleści.
Ale uciekł szybciej niż się pojawił.
Tchórz i oszust.
Tyle.

Dlatego kiedyś, chyba nawet tu, napisałam, że taki fajny Książę z Bajki to Shrek.
Dlaczego?
Nie poddał się.
Walczył do końca.
Po swojemu.
Nie odpuścił.
Zdobył to co chciał.
I Księżniczkę.
Shrek sam w sobie nie był taki... wychuchany och i ach.
Facet przecież też nie musi taki być.
Shrek był facetem.
Był męski w swojej postawie.
Do tego na swój sposób zabawny.
I zdecydowanie urzekający.
Ma w sobie coś.
To COŚ.
A co to?
Nie wiem.
U jednego oczy.
U innego uśmiech.
U kolejnego głos, dla przykładu... jestem chora jak słyszę moje pełne imię, wolę skrót, ale jest jeden przeuroczy Dzieciak, który wymawia je w taki sposób, że oesu... w tym momencie jednym słowem, głosem jest tam gdzie chciałby być czymś innym, a ja czuję ten przyjemny dreszcze biegnący wzdłuż kręgosłupa. A inny Gówniarz, ma taki głos, że oesu... mógłby mi wykładać fizykę kwantową a ja bym się zachwycała, przytakiwała i śmiała jak nastolatka.

A propos... jest przecież jeszcze Pan Artur, PRowiec. Ten to już w ogóle, oczarował grupę bab, które z poważnych zamieniły się w rozchichotane nastolatki. I... TE OCZY. Ale istotne jest to, że mówił do nas o SAMOCHODACH, inna inszość luksusowych, bardzo, żadna nie miała pojęcia, ale wszystkie się tak zachwycały, jakby mówił o ciuchach albo kosmetykach! Ale to właśnie urok Pana Artura!

A poza tym jest jeszcze ktoś, dotarło to do mnie kilka dni temu, kiedy zobaczyłam go po długiej przerwie. Bardzo długiej. Wcześniej jak go widziałam to był (w moich oczach) normalnym, zabawnym, miłym, starszym (w sensie kilka lat ode mnie), uprzejmym facetem. W sumie nic szczególnego. Tyle że po dłuższej przerwie... na mój popaprany sposób za nim tęskniłam. Po tej przerwie zauważyłam niesamowite oczy, oszałamiający uśmiech, urok i w ogóle, że fizycznie to też fajny facet. No ale cóż... "poza moim zasięgiem", dlatego nigdy nikt się nie dowie o kogo chodzi.

Właśnie dlatego przeszłość niszczy mnie coraz bardziej każdego kolejnego dnia. Mam świadomość, że fajni faceci są "poza moim zasięgiem". Nikt normalny na dłuższą metę nie będzie chciał związać się ze zgwałconą kobietą. Przecież nie mogę tego ukrywać wiecznie. Kiedy zrobi się w jakiejś relacji poważnie, trzeba będzie to wyznać, bo inaczej przecież jak zrozumieć niektóre moje zachowania? Że nagle zaczynam płakać, że jak idę sama a usłyszę, że ktoś za mną biegnie to zaczynam się denerwować i obracać co chwilę, że mimo że chcę/chciałam i sama się wpakowałam do łóżka nagle zaczynam błagać, żeby mnie zostawić, bla ba bla... tego wszystkiego jest dużo więcej.

Więc tak...
Jestem popaprana.
Jestem zepsuta.
I za chwilę stuknie 9 lat kiedy to się stało.
A ja dalej jestem w czarnej dupie.
Nie potrafię sobie z tym poradzić.
Mimo wielu prób korzystania z pomocy specjalistów.
Może kiedyś coś się zmieni.
Może kiedyś stanie się cud i dla mnie.

niedziela, 8 kwietnia 2018

Ogniste chochliki.

Tiruriruriru.

Ale tak ogólnie poza tym wszystkim.
Jestem względnie szczęśliwa.
Ponoć to widać.
Ponoć to wiosna i słońce.
Mam inne zdanie.
Uważam, że to przez to, że od dłuższego czasu serce bije szybciej.
W ogóle wyniki mam dobre.
O dziwo nie przez leki!

Potrafię się znowu uśmiechać.
Tak serio.
Tak naprawdę.
I usłyszałam ostatnio, że do oczu wróciły mi chochliki, które jakiś czas temu znowu zaginęły.

Wiem
Kto poruszył moje serce
Kto pobudził moją chęć życia
Kto znalazł moje chochliki i przyprowadził je do mnie, do moich oczu
Kto obudził we mnie wiosnę.

Ale tą wiedzą się nie podzielę!
Jak ktoś się domyśli to pogratuluję.

Tak.
Czasem dalej chce mi się płakać.
Ale to normalne.
Czasem każdy ma czarne myśli.
Najważniejsze, żeby sobie z nimi radzić.
Najważniejsze, że moje coraz szybciej się ulatniają.

Tak naprawdę, dawno nie czułam się tak bardzo żywa.




Właśnie znalazłam coś fajnego.
Coś co idealnie opisuje sytuację.

"Od tego wieczoru wszystko się we mnie zmieniło; w mojej duszy znowu ktoś zamieszkał; nie miałem już w sobie jedynie owej żałosnej pustki, w której kłębiły się (jak śmieci w splądrowanym pokoju) żale, wyrzuty i skargi; moja dusza była znowu pokojem nagle uprzątniętym, w którym ktoś zamieszkał. Zegar wiszący na jego ścianie, o wskazówkach nieporuszanych przez długie miesiące, naraz zaczął chodzić. To było znamienne: czas, który do tej pory płynął jak obojętny strumień znikąd donikąd (w moim życiu trwała przecież pauza), bez jakiejkolwiek artykulacji, bez jakiegokolwiek rytmu, znowu zaczął odzyskiwać ludzką twarz: zaczął dzielić się na okresy i dawał się obliczać."

Milan Kundera "Żart"



W moim życiu trwała przecież pauza.
No właśnie.
To który wieczór zaczął zmieniać mnie.
Moje życie...
Zostawię dla siebie.
Pewnie i tak część osób doskonale wie.
Ułamek sekundy.
Jedno spojrzenie.
Jeden uśmiech.
I jestem.
I są moje chochliki.
Za co dziękuję.
Naprawdę bardzo Ci dziękuję Kocie.

Tak naprawdę myślałam, że będzie inaczej.
Że to jak potoczyło się to wszystko...
Że będę zniszczona.
Jeszcze bardziej.
Tylko...
No jakimś cudem to zaakceptowałam.
Tak miało być.

Dzięki tej akceptacji poczułam się dobrze.
Pojawiła się harmonia.
Poczułam jakąś dziwną "moc sprawczą".
Znowu czuję, że mogę wszystko.
Ale nie chcę wszystkiego.

Nie chcę łaski.
Nie chcę obecności na siłę.
Nie chcę litości.
Itd.
Itp.

W pewien sposób jestem mu wdzięczna za to.
No bo pomógł mi odzyskać chochliki.
Stał się iskrą, która rozpaliła ogień.
Znowu płonę.
Znowu zaczynam być żywiołem.

Jestem jak ogień.
Jeśli ktoś wie jak się ze mną obchodzić to skorzysta.
Jeśli ktoś nie wie...
Współczuję.
Ogień niszczy.
Chociaż jest przydatny.
Ale ten pod kontrolą.

Jeszcze może się trafić piroman, który specjalnie podsyci żywioł.
Śmieszki heheszki.

Ćwiartka

Ten post.
Na ten temat.
Powinien pojawić się 5-6 dni temu.
Ale wtedy nie wiedziałam co pisać.
Zresztą piszę raczej na bieżąco.
Co w sercu.
Co w głowie.
To tu.

No to zakończyło się pierwsze ćwierćwiecze.
Nie wiem czy końca drugiego dożyję.
Nie ważne.

W każdym razie.
25lat życia teoretycznie to sporo.
Daje człowiekowi do myślenia.
Są różne życiowe lekcje i w ogóle.
Także kolejne ćwierć wieku człowiek powinien zaczynać mądrzejszy i takie tam.

Ale kiedy z natury jest się blondynką.
Naiwną.
Idiotką.
To chuj bombki strzela.
I nic się nie zmienia.
Żadnych wniosków.
Dalej te same błędy.
Miotam się od kłamcy do kłamcy.

A później płaczę, że płaczę.

Jakieś mądre rady?
Chętnie przyjmę.

Słuchać serca czy rozumu?

Co robić?

Może człowiek nigdy nie mądrzeje?

wtorek, 3 kwietnia 2018

love. love. love.

Smutne, ale prawdzie.
Kocham Gówniarza.
Ale wróciłam do Byłego.
Główny powód?
Bo Gówniarz mnie nie chce.
Wiem to nie fair.
Wobec mnie, Byłego.
Wobec Gówniarza w zasadzie trochę też.
Może nawet wobec całego "Wszechświata".
Ale skoro dzieje się to co się dzieje tzn, że "Wszechświat tak to zaplanował, no nie?

Zadecydował rozum.
Okej.
Były czasem robił awantury z dupy.
Ale chyba naprawdę mnie kocha.
I chyba jestem dla niego najważniejsza.

Czasem trzeba nauczyć się kochać to co dla nas lepsze.
Miłość może przyjść z czasem.
A jeśli coś się do kogoś już wcześnie czuło to po prostu może być łatwiej.
Tyle.

Ale pewne jest jedno.
I to się nie zmieni.
Czegoś takiego nigdy nie było w moim życiu.
Kocham tego głupiego, durnego Dzieciaka.
Na swój sposób nawet dobrze mi z tym.
Mimo całej bezsensowności to uczucie jest niesamowite.
Mogę powtarzać, że go nienawidzę.
Że nie chcę go więcej widzieć.
I że jeśli kiedykolwiek go jeszcze przypadkiem zobaczę, to nie będzie to coś miłego.
Nie prawda.
Zawsze miło będzie go zobaczyć.
Nawet bardzo miło.
Jego uroczy, pocieszny, jeszcze trochę dziecięcy i piegowaty pyszczek.
Ale raczej tego nie powiem na głos.

Wyrzucenie tego z siebie powoduje, że jest mi jakoś lepiej.
W ogóle od kiedy znowu to robię jest mi lepiej.
Łatwiej mi się poukładać.
Bo ja podchodzę do tego trochę jak do rozmowy.
Z Paulą.
To co bym jej powiedziała piszę tutaj.
Mniej więcej tak jakbym jej to powiedziała.
Nie ma tu jej odpowiedzi, ale ja się ich domyślam.
Znam ją.
Wiem czego się spodziewać.
Za co by mnie pochwaliła.
Za co by mnie zjebała
(za nic hue hue hue).









I love, watching your every move
Trying to get close to you
Seems like I'm falling in love
I feel, heaven under my feet
Wrapped up in silky sheets
Come lay your head down next to me


It's you who
I give the most to
I'll let you go when you need room
It's you who
I give my heart to
Baby be careful
I've only got one

I want to travel inside your mind
And find out what you like
So I can give you what you mean to me
You are a dream come true
My prayers were answered too
I've been searching all my life



It's you who
I give the most to
I'll let you go when you need room
It's you who
I give my heart to
Baby be careful
I've only got one



I love, watching your every move
Trying to get close to you
Seems like I'm falling in love
I feel, heaven under my feet
Wrapped up in silky sheets
Come lay your head down next to me



It's you who
I give the most to
I'll let you go when you need room
It's you who
I give my heart to
Baby be careful
I've only got one



niedziela, 1 kwietnia 2018

Jednak idiotka.

Tak się właśnie zastanawiam...
Dlaczego marnujemy czas?
Na rzeczy bezsensowne.
Zbędne.
Kłótnie.
Ludzi.

Tak jak Meredith i Derek.
"Derek kocha Meredith, a ona jego. Wszyscy to wiedzą tylko nie Derek i Meredith".

To przykre, że ludzie, którzy są sobie przeznaczeni, są dla siebie odpowiedni albo wręcz idealni dla siebie, mijają się, rezygnują z siebie, dla czegoś co ma być bezpieczne czy hmmm no po prostu znane.

Okropne jest to, że wolimy oklepane schematy, scenariusze, które doskonale znamy.
Boimy się zawalczyć o szczęście.
Boimy się sięgnąć po to czego pragniemy.
Taaaa czasem to nie jest proste.
Bo co?
Uprowadzę człowieka, którego kocham i zamknę go w piwnicy?
Syndrom sztokholmski te klimaty?
Mam w sobie coś z psychopaty albo bez przesady.

Chciałabym w swoim życiu porzucić te oklepane schematy i zacząć walczyć.
Tylko niestety to o co chcę walczyć jest niezależne ode mnie, bo dotyczy innych osób.
I zgadnijcie co...?
Tak naprawdę te inne osoby mają mnie w dupie.
A ja bym rzuciła w każdej chwili życie, które mam.

Może zostanę uciekającą panną młodą?
Na to nie liczę.
Serio.
Chociaż... jest facet, dla którego bym każdemu uciekła sprzed ołtarza.
Ale jak mówiłam, tak naprawdę ma mnie w dupie.
Od samego początku.
Bawił się.
Dalej czasem się bawi.
Wiem o tym.
I co?
I g... nic.
Nie potrafię nic zmienić.
Głupia i naiwna.

Nie zapomnę ani nie zawalczę, bo nie ma o co.

Lubię ryzyko.
Lubię adrenalinę.
Mogę zaryzykować i chętnie to robię.
Ale kosztem złamania, już i tak złamanego, serca?
Niestety nie tym razem.

Teraz zdecyduję się na to co znane.
Teoretycznie bezpieczne.

Najwyżej będę uciekać sprzed ołtarza.
Tak, Kocie, jestem tak bardzo głupia i naiwna, że uciekłabym.
Za 5... 10lat, tak samo jak teraz.

Przestałam wierzyć, że zmądrzeje.
Że się wyleczę.
Że zapomnę.
Dzisiaj.
Przed chwilą.

Szlag by to...

No to tak... dlaczego marnujemy czas...
Czasem niektórzy z jakiś powodów boją się być szczęśliwi.
A czasem, tak jak w moim przypadku, szczęście nie jest proste.
Niestety nie zawsze możemy mieć to, czego chcemy i na co zasługujemy.
Czyli wszystko co najlepsze.

Z drugiej strony... czy jeśli nie możemy mieć tego co najlepsze, to czy to nie oznacza, że to wcale takie nie jest i że gdzieś czeka coś jeszcze lepszego?
Chyba chwycę się tej myśli!

czwartek, 29 marca 2018

Tęcza

No bo w sumie to obiecał, że namaluje mi dzień. 
Ba! Że namaluje mi życie.
Miał pokolorować moją czarną tęczę i co?
I g... 
I nic.

To w sumie śmieszne.
Pierdyliard razy już słyszałam "jestem inny, nie skrzywdzę Cię, ja taki nie jestem, ja nie zniknę nagle, nie zniknę z Twojego życia bez słowa".
Śmieszne w tym jest to, że jak dotąd ten pierdyliard razy wychodziło na to, że jednak jest jak wszyscy i że mniej lub bardziej świadomie, ale jednak krzywdził, no i oczywiście o dziwo zawsze znikają, do tego przeważnie bez słowa.
A to boli mnie najbardziej.
Znikanie.
Porzucanie.
(Dobra, jest taki co to faktycznie jest inny od innych, wysokie pięć Szwagier!)

Zastanawiam się czy to ze mną jest coś nie tak.
Czy posiadanie tak dużej wiary w ludzi i nadziei na szczęście, na istnienie kogoś wyjątkowego oznacza, że coś ze mną nie tak?
A może jestem po prostu zbyt naiwna?
Nie wiem.
Wiem na pewno, że zamierzam spróbować pierdyliard pierwszy raz.
Nie teraz zaraz już.
Ale tak w ogóle.

Gdzieś jest ktoś, kto spowoduje, że moja tęcza przestanie być czarna.
Naprawdę chcę wierzyć w to, że jest ktoś kto wprowadzi w moje życie kolor.
Chcę tęczowej tęczy.
Nie czarnej.

Może za dużo wymagam od mężczyzn?
Ale nie mogę obniżyć "standardów".
Zresztą, moje i tak nie są jakieś super wygórowane, wyszukane.
Bo przecież nie chodzi o wygląd.
Serio, w moim przypadku to nie ma znaczenia.
Ekspresowy przegląd.
Serce skradli mi:
* tacy co to prawie dwa metry mają, ale też tacy ciut wyżsi ode mnie (przy których obcasów nie mogłam założyć)
* tacy misiowaci, powiedziałabym, że ze sporą nadwagą, ale też tacy noooo idealnie wyrzeźbieni, ale też tacy co w sumie jak wiatr zawieje to może takiego zdmuchnąć
* tacy z ryjem z żurnala i tacy normalni, swojscy
* łysi, bruneci, szatyni, blondyni i rudzi.
Mówiłam.
Wygląd nie ma znaczenia.
Każdy z nich miał coś odpowiedniego.
Coś co mi odpowiadało.
Co było dla mnie dobre.
Albo nie...
Część z nich miała coś odpowiedniego.
Reszta ściemniała i udawała.
Większość ściemniała i udawała.

To co? 
Jest gdzieś "artysta"?
Prince Charming?
Ktoś odpowiedni?
Kto pomaluje mój dzień, moje życie?

Gdzieś na pewno.
Nie chciałam szukać.
Chciałam być znaleziona.
Ale to bez sensu.
Nic samo nie przychodzi.
Szczęściu trzeba pomóc.














"Zobaczył ją tak bardzo blisko
Tak naturalnie, przepiękną Lili,

I zapamiętał kolor, wszystko,
Już zakochany był, tak zakochany był!

Na jego oczach było lśnienie,
Kolory, barwy i jej odcienie,
I jeszcze ta obietnica dana:
Ja namaluję Lili dzień!

Szarawy świat odejdzie szybko,
Poleci z nieba kolorowy pył.
Powoli wiatrem spadał nisko,
Zaczarowany był, zaczarowany był!

On zakochany był jej radością,
Zauroczony w korowodzie słów!
I poza jego świadomością,
Odwagę dano mu, żeby do Lili mówił 
jedno:

Ja namaluję dzień Twoją ręką
Na ziemi pojawi się cud!
Dotykiem koloruję na niebiesko,
Zamieni się czarne na róż!

Ja namaluję dzień Twoją ręką
Na Ziemi pojawi się cud!
Dotykiem koloruję na niebiesko,
Zamieni się czarne na róż! 

Miliardy nowych gwiazd na niebie,
Miliony wierszy, które znała już!
Tysiące barw, gdzie ona drzemie
I parę złotych róż, i kilka białych róż!

Dostała wszystko za spojrzenie,
Za mały dotyk, przypadkowy ruch,
To wszystko nie jest jej marzeniem,
I powiedziała mu, żeby do Lili mówił jedno:

Ja namaluję dzień Twoją ręką
Na Ziemi pojawi się cud.
Dotykiem koloruję na niebiesko,
Zamieni się czarne na róż! 

Ja namaluję dzień Twoją ręką
Na Ziemi pojawi się cud.
Dotykiem koloruję na niebiesko,
Zamieni się czarne na róż! 

A kiedy zajdą te dni
I jego słodka Lili
Odjedzie we mgle czarnym koniem ole!
Powie, że to nie grzech!
Jego kolej na gest,
Bo wie gdzie ona jest,
I weźmie do rąk
Morze Czarne i ją,
Zaczaruje w tę noc!
Do Lili powie jedno:

Ja namaluję dzień Twoją ręką
Na Ziemi pojawi się cud.
Dotykiem koloruję na niebiesko,
Zamieni się czarne na róż!

Ja namaluję dzień Twoją ręką
Na Ziemi pojawi się cud.
Dotykiem koloruję na niebiesko,
Zamieni się czarne na róż!"

poniedziałek, 26 marca 2018

Gówniarze.

"Jesteśmy dorośli. Kiedy to się stało? Jak to zatrzymać?" ~ GA.



Tego nie da się zatrzymać. 

Chociaż niektórzy to odkładają w nieskończoność.
Najbardziej irytujące jest to, kiedy dzieciaki dopominają się respektowania tego, że są dorośli.
Problem w tym, że nie są. Zaczynają dopiero bawić się w dorosłość.
A potem okazuje się, że właśnie ci, którzy najgłośniej krzyczeli o swojej dorosłość, cóż... są najbardziej dziecinni i najmniej dojrzali ze wszystkich.

Złota rada?
Zamknijcie mordy i cieszcie się z dzieciństwa tak długo jak tylko możecie. 
Nie ma co się spieszyć do dorosłości.

Przede wszystkim bycie pełnoletnim nie jest równoznaczne z byciem dorosłym.
Także to, że w portfelu ma się IDka i że można legalnie kupić szlugi i alko, nie znaczy od razu, że jest się dorosłym. 
To tak nie działa. 
Serio.

Dorosłość to odpowiedzialność. 
Nie tylko za siebie, ale też za drogie człowieka.

Dorosły człowiek nie napisze, najebany jak messerschmitt, "kocham cię", żeby później rżnąć głupa, że nic nie było, nic nie zrobił. Tylko na trzeźwo weźmie to na klatę i potwierdzi, że kocha albo przyzna się do bycia chujem, dupkiem itp, który najebany pierdoli trzy po trzy.

Dorosły człowiek nie będzie oczekiwał, że wszyscy dookoła będą załatwiać jego sprawy. Będzie robił to po prostu sam. Tak samo jak sam będzie ich pilnował, a nie oczekiwał, że wszyscy będą za niego pamiętać o tym, co ma zrobić. A jeśli dorosły ma problemy z pamięcią to kurwa zainwestuje w zasrany organizer albo przestanie robić z siebie sierotę i dozna olśnienia i skorzysta z apki w telefonie.

Dorosły człowiek wie, kiedy odłożyć na bok dumę i honor, bo są sytuacje, kiedy trzeba stanąć ponad podziałami, fochami i wszystkim innym. Nie ważne czy to dla swojego czy cudzego dobra. Po prostu czasem trzeba i dorosły to rozumie.

czwartek, 22 marca 2018

5lat

"Gdy mówimy coś w stylu >>ludzie się nie zmieniają<< doprowadzamy naukowców do szału. Bo zmiana to tak naprawdę jedyna stała część w nauce. Energia, materia to zawsze się zmienia. (…) Trzymamy się kurczowo tego, co było, zamiast pozwolić temu być, takim, jakim jest. Trzymamy się dawnych wspomnień, zamiast tworzyć nowe. To, jak upieramy się wierzyć, pomimo tego, co mówią nam naukowcy, że w życiu nic nie jest wieczne. Zmiana jest stała. To, jak ją odczujemy, zależy od nas. Może wyglądać jak śmierć. Może być drugą szansą na życie. Jeżeli rozluźnimy palce, otworzymy pięści, damy się ponieść temu, co trwa, to może przypominać czystą adrenalinę. Tak jak w każdej chwili… Możemy otrzymać drugą szansę na życie… Tak jak w każdej chwili… Możemy urodzić się na nowo." ~ GA.

Niecałe 5lat temu zaczęłam pisać.
Co się zmieniło?

Kamil, ten który mnie w chuja zrobił i spotykał się z inna, o takim samym imieniu zostanie ojcem, a matką jego dziecka będzie Aga, "mój Lemurek"...
Filozof dalej jest kretynem - jakiś stały punkt programu.
Natalia... niby była wielka przyjaźń, ale wiecie... to jest mega skomplikowana historia, ale całe szczęście już mnie nie dotyczy. W końcu.
Paula. Siostra. Kocham. To się nie może zmienić. Za dużo przeszłyśmy ze sobą, żeby to nie mogło się udać.
Piotr... ta. Nie wiem.

A ja? Dla mnie przyszedł czas na to, aby puścić, porzucić przeszłość.
Chcę zacząć tworzyć nowe wspomnienia.
Chcę kreować nową rzeczywistość, mój nowy świat.
Czas na zmiany. W moim przypadku zmiana będzie szansą na nowe życie.
Tak, będę dalej popełniać błędy, ale właśnie o to chodzi, żeby się mylić, bo jeśli nie spróbujemy czegoś to nie będziemy wiedzieli czy jest to dla nas dobre.
Będę ryzykować. Co mi szkodzi? Chyba lepiej zaryzykować i wyciągnąć ręce po swoje niż siedzieć i tracić okazje.
Znowu będę sobą. Dziewczyną z chochlikami w oczach. Spontaniczną. Zakręconą. Ale jednak rozsądną i racjonalną. Taką jak byłam, ale inną. O lata mądrzejszą.

Ludzie się zmieniają.
Zawsze.
Chociaż trochę

Am I back?

Czy wracam? Nie wiem.
Na chwilę na pewno.
Kiedyś to mi pomagało. A teraz?
Nie wiem. Trzeba sprawdzić.

Co się dzieje? Upadłam na głowę.
Zakochałam się w gówniarzu, który pięknie kłamał.
To co pisałam wcześniej o Piotrze... to zdecydowanie była wtedy prawda, teraz NIESTETY wiem, że NIESTETY można kochać bardziej.
W każdym razie gówniarz się zabawił i zniknął. Pewnie wraca do byłej, co mnie troszkę bawi, ale w sumie... te dzieciaki są siebie warte.
Nie zaskoczył mnie niczym. A tak bardzo chciałam, żeby mnie zaskoczył, żebym jednak nie miała racji. No trudno!
Poradzę sobie. Tego jestem pewna. To nawet nie boli, chyba dlatego, że spodziewałam się, że tak to się skończy.

Poza tym piorun trafił trzeci raz w to samo drzewo.

Ale chyba najważniejsze dla mnie jest to, że jest Paula. To jest po prostu niesamowicie istotne dla mnie. Paulinko, walić Filozofa, zajmijmy się najpierw kimś innym!

Niektórzy powinni się nauczyć, że ludzie mają uczucia, że nie wolno się nimi bawić.
Chciałabym napisać coś mądrego.
Tylko co?
Ile razy można powtarzać, że czas leczy rany czy jak kto woli uczy z nimi żyć?
A może po prostu hmmm słuchajcie innych, słuchajcie bliskich, mi ktoś bliski mówił, że nie powinnam się w to pakować. Teraz już za późno, mądry Polak po szkodzie.

Jak sobie z tym wszystkim poradzić?
Mówcie. Mówicie głośno. Nazywajcie swoje uczucia, chociaż próbujcie.
Ja zrobiłam to wczoraj i czuję się z tym dobrze.

Za chwilę stuknie mi ćwiartka i obiecałam sobie, że to najlepszy moment, żeby zmądrzeć.
Nie chodzi o to, że jestem stara. Po prostu ćwiartka to dobry moment, żeby zmienić pewne rzeczy w życiu.

Chcę, żeby wróciły moje chochliki.
Chcę wrócić.
Chcę znowu być sobą.
Mimo wszystko chyba jestem coraz bliżej tego, żeby stanąć na nogi.

Jedno jest pewne.
Nie jestem sama.
Nie jestem samotna.
Mam niesamowitych przyjaciół.
W końcu są ludzie, którzy mimo własnych problemów interesują się też moimi i nie pozwalają, żebym zafiksowała się w tym, że moje problemy są mniej ważne.

I to chyba jest najważniejsze w życiu, żeby mieć ludzi, dla których jest się ważnym.