poniedziałek, 23 kwietnia 2018

over and over again.

Utknęłam.
Znowu.
W mojej głowie.

Nie chcę tu być sama.
Chciałabym tu Kogoś wpuścić.
Tyle, że ten Ktoś nie chce.

Niech mnie ktoś wyciągnie, ktokolwiek.
Za chwilę będzie równe 9 lat.
Jak wszystko się we mnie zjebało.
Jebany 8 maja.
Dalej nie umiem sobie poradzić.
A z dnia na dzień jest ze mną gorzej, chyba.

Chcę działać.
Właściwie.
Normalnie.
Proszę o pomoc.
Nie o obietnicę pomocy.
Obietnic mam już po kokardki.

Ostatnio też jeden obiecał, że pomoże.
Że mnie uratuje.
Bohater od siedmiu boleści.
Ale uciekł szybciej niż się pojawił.
Tchórz i oszust.
Tyle.

Dlatego kiedyś, chyba nawet tu, napisałam, że taki fajny Książę z Bajki to Shrek.
Dlaczego?
Nie poddał się.
Walczył do końca.
Po swojemu.
Nie odpuścił.
Zdobył to co chciał.
I Księżniczkę.
Shrek sam w sobie nie był taki... wychuchany och i ach.
Facet przecież też nie musi taki być.
Shrek był facetem.
Był męski w swojej postawie.
Do tego na swój sposób zabawny.
I zdecydowanie urzekający.
Ma w sobie coś.
To COŚ.
A co to?
Nie wiem.
U jednego oczy.
U innego uśmiech.
U kolejnego głos, dla przykładu... jestem chora jak słyszę moje pełne imię, wolę skrót, ale jest jeden przeuroczy Dzieciak, który wymawia je w taki sposób, że oesu... w tym momencie jednym słowem, głosem jest tam gdzie chciałby być czymś innym, a ja czuję ten przyjemny dreszcze biegnący wzdłuż kręgosłupa. A inny Gówniarz, ma taki głos, że oesu... mógłby mi wykładać fizykę kwantową a ja bym się zachwycała, przytakiwała i śmiała jak nastolatka.

A propos... jest przecież jeszcze Pan Artur, PRowiec. Ten to już w ogóle, oczarował grupę bab, które z poważnych zamieniły się w rozchichotane nastolatki. I... TE OCZY. Ale istotne jest to, że mówił do nas o SAMOCHODACH, inna inszość luksusowych, bardzo, żadna nie miała pojęcia, ale wszystkie się tak zachwycały, jakby mówił o ciuchach albo kosmetykach! Ale to właśnie urok Pana Artura!

A poza tym jest jeszcze ktoś, dotarło to do mnie kilka dni temu, kiedy zobaczyłam go po długiej przerwie. Bardzo długiej. Wcześniej jak go widziałam to był (w moich oczach) normalnym, zabawnym, miłym, starszym (w sensie kilka lat ode mnie), uprzejmym facetem. W sumie nic szczególnego. Tyle że po dłuższej przerwie... na mój popaprany sposób za nim tęskniłam. Po tej przerwie zauważyłam niesamowite oczy, oszałamiający uśmiech, urok i w ogóle, że fizycznie to też fajny facet. No ale cóż... "poza moim zasięgiem", dlatego nigdy nikt się nie dowie o kogo chodzi.

Właśnie dlatego przeszłość niszczy mnie coraz bardziej każdego kolejnego dnia. Mam świadomość, że fajni faceci są "poza moim zasięgiem". Nikt normalny na dłuższą metę nie będzie chciał związać się ze zgwałconą kobietą. Przecież nie mogę tego ukrywać wiecznie. Kiedy zrobi się w jakiejś relacji poważnie, trzeba będzie to wyznać, bo inaczej przecież jak zrozumieć niektóre moje zachowania? Że nagle zaczynam płakać, że jak idę sama a usłyszę, że ktoś za mną biegnie to zaczynam się denerwować i obracać co chwilę, że mimo że chcę/chciałam i sama się wpakowałam do łóżka nagle zaczynam błagać, żeby mnie zostawić, bla ba bla... tego wszystkiego jest dużo więcej.

Więc tak...
Jestem popaprana.
Jestem zepsuta.
I za chwilę stuknie 9 lat kiedy to się stało.
A ja dalej jestem w czarnej dupie.
Nie potrafię sobie z tym poradzić.
Mimo wielu prób korzystania z pomocy specjalistów.
Może kiedyś coś się zmieni.
Może kiedyś stanie się cud i dla mnie.