środa, 26 października 2016
ale...
niedziela, 23 października 2016
feeling.
Ale nie.
Nie ma tak dobrze.
W zasadzie cały dzień był do dupy.
Pół nocy zwijałam się z powodu bólu brzucha, a później miałam drgawki z powodu gorączki.
Ale jakimś cudem udało mi się trochę pospać - idealnie.
Hahaha. Nie ma tak dobrze.
Obudziłam się z tym pieprzonym przeczuciem, że coś się złego stanie.
No i się stało.
Najpierw myślałam, że chodzi o niego, ale okazało się, że nie.
Wyszłam na pieprzony spacer i co?! I dogoniła mnie przeszłość. Kretyn, którego od ponad 7lat próbuję wymazać z pamięci stanął na mojej drodze. Myślałam, że umrę. Chciałam tego, kiedy na mnie patrzył i się śmiał zadowolony z siebie. Na moje szczęście nie postanowił podejść i się odezwać. Ale to i tak był koszmar.
Chciałam zadzwonić po tym wszystkim do mojego najlepszego przyjaciela, żeby mu się wypłakać, żeby powiedzieć co się właśnie stało, ale przypomniałam sobie, że nie mogę, że przecież on zrezygnował z bycia moim najlepszym przyjacielem i aktualnie się zastanawia czy wrócić czy nie...
No i wtedy stało się najgorsze, dotarło do mnie, że on już najprawdopodobniej podjął decyzję tylko nie wie jak mi to powiedzieć.
Najlepiej wprost. Poradzę sobie z tym.
"nie wiem"
sobota, 22 października 2016
Kocham Cię
Nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek kiedy to usłyszę (zwłaszcza od kogoś do kogo czuję to samo) serce będzie mi się łamać.
No ale to się jednak dzieje. Kocha mnie, a ja jego. Tyle, że kilka dni temu zerwał ze mną. Więc jak to jest? Co mam robić? Co mam myśleć?
Czuję się jakbym była zawieszona w próżni.
Niby chce wrócić, ale na jak długo? I czy jest tego pewnie?
Na pewno dam mu czas, niech się zastanowi. Kto wie... może wykorzysta ten czas i znajdzie sobie swój ideał.
Oczywiście, że chciałabym z nim być, ale przede wszystkim chciałabym, żeby był szczęśliwy, a ze mną chyba nie jest, dlatego nie winie go za to, że mnie rzucił i nie mam mu tego za złe.
czwartek, 20 października 2016
Chciałabym...
Chciałabym przejść przez to.
Chciałabym, żeby jeden jedyny raz od początku do końca dał mi powiedzieć co dokładnie się wtedy stało, żebym mogła to z siebie wyrzucić, bo mi też nie jest łatwo.
Boli mnie to przez co znowu, po mniej więcej 7 latach. muszę przechodzić od nowa.
Tym razem powinno być łatwiej, ale nie jest.
Może by było, gdybym mogła z nim porozmawiać, ale wiem, że jemu jest ciężko.
Nienawidzę się.
Mam przeczucie, że on nie mógłby już na mnie spojrzeć.
Znowu płaczę.
Nie chcę, żeby się litował.
Chciałabym... oddałabym wszystko za to, żeby mnie jeszcze chciał.
Zrozumiem, jeśli nie będzie chciał.
Ja bym siebie nie chciała. Nigdy.
Kto by chciał idiotkę, która pozwala na to, żeby ktoś ją znowu, drugi raz w życiu...
Już było ze mną całkiem ok, już byłam całkiem normalna, już dobrze o sobie myślałam i spotkałam kolejnego... i znowu czuję się śmieciem, znowu czuję się beznadziejna...
Powinnam wiedzieć jak się bronić, ale faceci są tacy przerażający, boję się ich, paraliżują mnie kiedy są zbyt blisko.
Tylko nie Ten Mój Jeden Jedyny (chociaż od wczoraj już nie mój, chyba, nawet nie wiem czy mnie już zostawił czy jeszcze nie), przy nim czuję się tak bardzo swobodnie, jakby cała reszta nie miała znaczenia, jakbym była bezpieczna i nikt nigdy nie mógł mnie już skrzywdzić.
Chciałabym się do niego przytulić.
Przeraża mnie jak bardzo ważny stał się dla mnie w tak krótkim czasie.
Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę w stanie kogokolwiek pokochać tak, jak kocham jego.
Nie sądziłam, że w ogóle będę w stanie kogokolwiek kiedykolwiek pokochać, przecież boję się ich...
Jedno jest pewne, jeśli odejdzie ode mnie, ja nie odejdę od niego, nie potrafię porzucić tego uczucia, nigdy nie zacznę niczego nowego.
Ale nawet podoba mi się ta perspektywa. Chciałabym zawalczyć, ale nie wiem nawet czy jeszcze umiem, czy znalazłabym siły.
Teraz musiałabym walczyć o niego (o nas) i o siebie, nie wiem, czy jestem w stanie walczyć o tak wiele na raz.
A jeśli się zdecyduje, żeby zawalczyć o nas i o siebie, ale po kolei? Od czego zacząć? Od nas? Czy od siebie?
Wiem, że walka o mnie, jeśli robię wszystko tak jak powinnam może potrwać jeszcze kilka tygodni, ale mogę ją wygrać, a walka o nas... nie wiem ile może potrwać, nie wiem czy w ogóle jest chociaż cień szansy, żebym mogła wygrać tę walkę...
Tylko cholera... mówię o mężczyźnie, za którego byłabym w stanie oddać życie, powinnam walczyć, nawet jeśli oznacza to, że sama się rozpieprzę do końca, nie mogę odpuścić miłości życia...
Zresztą nie chcę odpuszczać. Nie jego. Pierwszy raz myśląc o tym, że coś ma się zakończyć czuję się jak w pułapce, przy innych, którzy byli przed nim praktycznie modliłam się o rozstanie, bo bycie wolnym było wolnością... teraz czuję się wolna przy nim, dzięki niemu, będąc z nim.
Czegoś takiego nie można odpuścić.
Nie chcę. Nie chcę. Nie chcę.
Kocham go, naprawdę w końcu kogoś kocham.
Zrobię wszystko, żeby to naprawił, żeby był w stanie na mnie patrzeć, rozmawiać ze mną, przytulać mnie, całować, dotykać...
Chociaż nie chciałbym, żeby robił to z litości...
.
Całą noc płakałam.
Wyglądam jak zombie.
Nie jestem w stanie zebrać myśli.
Znowu chce mi się płakać.
Nie wiem co robić.
Mam ochotę rzucić życie.
Dawno nie byłam w takiej rozsypce.
Nienawidzę żyć w zawieszeniu.
Idiotka.
poniedziałek, 17 października 2016
Nic nie wiem.
Nie wiem co lubi...
Nie wiem jaki jest jego ulubiony film, jakie w ogóle filmy lubi, jakiej muzyki słucha, jaki jest jego ulubiony zespół, jaki jest jego ulubiony kolor, jaką bajkę najbardziej lubił kiedy był dzieckiem, jakie jest jego hobby, jaka jest jego ulubiona potrawa a jaka najbardziej znienawidzonw, czy lubi komiksy, czy/jakie seriale ogląda, czy woli morze czy góry, czy ma na coś alergię, brunetki czy blondynki, kawa (zwykła czy rozpuszczalna, z mlekiem czy bez) czy herbata (jaka), słodzi czy nie...?
niedziela, 16 października 2016
Chciałabym...
... zniknąć. Bez słowa. Tak po prostu najzwyczajniej w świecie zniknąć. Na kilka dni. Najlepiej byłoby pojechać w jedno z moich 3 kochanych miejsc, ale niestety nie mam czasu i nie powiem, gdzie są te miejsca.
Najwyżej pomilczę do wszystkich przez kilka dni.
Ciekawi mnie, kto by mnie szukał, gdybym kiedyś zniknęła... i czy w ogóle ktokolwiek...
Nie wiem.
Dziś wdzięczny Ci jestem,
Że nie skreśliłaś mnie, ot tak,
Że dałaś mi przestrzeń.
I tak mi wstyd, zgubiłem rytm,
Tak jakby werbel grał pod włos.
Zrobiłem źle i zwijam się w kłębek,
Kłębek
Lecz ja, tak ja,
Ja Ci wszystko jeszcze wynagrodzę
Bo ja, tak ja,
Skoczę z Tobą na najgłębszą wodę
Ja, tak ja,
Ja za Tobą pójdę w wielki ogień
Bo ja, tak ja,
Tej miłości więcej nie zagłodzę
Mówili: "Nie ma żadnych szans"
Mówili: "Co umarło raz
Już nigdy nie odrodzi się"
Nadzieja nie umiera
Nie wyobrażasz sobie jak
Mnie siłą wypełnia
Tej równowagi błogi żar,
Choć wiem, że jest chwiejna.
Lecz płynie czas, łagodzi w nas
Niewywietrzony jeszcze żal,
Co zmienił w dym tandetny fajerwerk,
Fajerwerk
Lecz ja, tak ja,
Ja Ci wszystko jeszcze wynagrodzę
Bo ja, tak ja,
Tej miłości więcej nie zagłodzę
Mówili: "Nie ma żadnych szans"
Mówili: "Co umarło raz
Już nigdy nie odrodzi się"
Nadzieja nie umiera"
Wie.
Wie o wszystkim. Niby jest ok, niby jednak mnie chce, niby mu to nie przeszkadza, niby chce być wsparciem, ale kurczę niestety nie mogę pozbyć się wrażenia, że to trochę z litości... :(
Ale może po prostu świruje, bo świruje...
Spóźnia mi się okres (znowu), do tego nienawidzę sposobu aplikacji tabletek, wszystko mnie potem boli, cały czas czuję tę pieprzona tabletkę...
Zwariuje. Jestem przerażona. Mogę próbować o tym nie myśleć, ale i tak cały czas będę to robić...
Czuję się jak przerażone, zaszczute zwierzę w klatce...
piątek, 14 października 2016
The end.
To już jest koniec.
Znowu jestem sama.
Samotna.
Jak widać nie ma we mnie nic dobrego.
W moim życiu też nie ma już nic dobrego. Właśnie straciłam najlepszego przyjaciela, najlepszego człowieka jakiego spotkałam w życiu.
Straciłam wszystko, co było dla mnie najlepsze, co miało dla mnie znaczenie.
..................
Mam ochotę zrobić sobie krzywdę...
Czuję się bezużyteczna...
Nie mogę spać.
Jak się psuje to wszystko na raz.
Chcę zniknąć.
Chcę nieistnieć.
czwartek, 13 października 2016
pomarzyć zawsze można.
Nienawidzę tego kiedy uświadamia, że najprawdopodobniej marzenia się nigdy nie spełnią. Dzisiaj tego doświadczyłam.
Chciałam mieć rodzinę, dzieci... dziś okazało się, że raczej tego mieć nie będę.
Po 1 najprawdopodobniej spieprzyłam sprawę z moim Ukochanym
Po 2 dzisiaj byłam odebrać wyniki od gine... w ułamku sekundy poczułam jak wszystko o czym marzyłam legło w gruzach... "nie wiem od jak dawna pani to ma... cóż przykro mi to stwierdzić, ale albo niestety już jest pani bezpłodna albo bardzo prawdopodobne, że stanie się to w najbliższym czasie, jednak miejmy nadzieję, że nie jest za późno i jeszcze możemy powalczyć, od dziś zaczynamy leczenie".
Mam ochotę płakać, krzyczeć, zamknąć się w sobie, skulić w łóżku i nigdy z niego nie wychodzić.