Sweet home.
niedziela, 28 grudnia 2014
środa, 3 grudnia 2014
!!!HELP!!!
Nie lubię późnej jesieni/zimy. Nie lubię listopada i grudnia. Tak bardzo potrzebuję kogoś, kto mnie przytuli. Z każdym oddechem jestem bardziej i bardziej bezbronna, ale tylko wobec jednej osoby. Z jednej strony jeden uśmiech spowodował, że myśle ciągle o tej osobie i fajnie byłoby spędzić z nią trochę czasu, ale z drugiej strony...
Wczoraj miałam się z nim zobaczyć, ale (całe szczęście) odrobinę przeszkodził nam los. Trudno. Może jeszcze kiedyś się uda.
sobota, 15 listopada 2014
Pompeczka.
Jeśli ktoś spotka na mieście moją pompkę to powiedzcie jej, że nie jestem na nią zła, ale niech już wraca do domu, bo jest TU potrzebna.
Wczoraj miałam chociaż rylax od 19:30-22... Weśrzesz i Kabaret Pod Wyrwigroszem.
Od kilku dni nie śpię. Nie wiem czy to zmęczenie przygotowaniem do wyborów (w sensie do komisji) czy może... stres. Powoli nie wiem, jak się nazywam, a jutro muszę działać (co najmniej) obrotach 120%!!! Dam radę? Mam nadzieję... yerba mate już uszykowana na jutro, na cały dzień. Znając mnie to nakręcę się jutro tak, że dam radę, ale w poniedziałek (mam nadzieję) padnę trupem.
Wczoraj miałam chociaż rylax od 19:30-22... Weśrzesz i Kabaret Pod Wyrwigroszem.
Od kilku dni nie śpię. Nie wiem czy to zmęczenie przygotowaniem do wyborów (w sensie do komisji) czy może... stres. Powoli nie wiem, jak się nazywam, a jutro muszę działać (co najmniej) obrotach 120%!!! Dam radę? Mam nadzieję... yerba mate już uszykowana na jutro, na cały dzień. Znając mnie to nakręcę się jutro tak, że dam radę, ale w poniedziałek (mam nadzieję) padnę trupem.
poniedziałek, 3 listopada 2014
SURPRISE!!! albo "komplikacje" jak kto woli.
Jeszcze wczoraj uwielbiałam niespodzianki. Środa - pyszna! Nie powiem. Ale teraz?! Porażka. Tragedia. Nienawidzę niespodzianek.
Cztery lata budowałam dla nas dom
Black and white didn’t fit you ..and all along
You were shaded with patience
Your strokes of everything
that I need just to make it
But I can see that
Lord knows I’ve failed you
time and again,
But you and me we’re all right
We won’t say our goodbyes
You know it’s better that way
We won’t break, we won’t die
It's just a moment of change
All we are, all we are
Is everything that’s right
All we need, all we need
A lover’s alibi
I walked a minute in your shoes
They never would’ve fit
I figured there’s nothing to lose
I need to get
some perspective on these words
before I write them down
You’re an island and my ship
has run aground
Lord knows I’ve failed you
time and again,
But you and me we’re all right
We won’t say our goodbyes
You know it’s better that way
We won’t break, we won’t die
It's just a moment of change
All we are, all we are
Is everything that’s right
All we need, all we need
A lover’s alibi
Every single day that I can breathe
You changed my philosophy
I’m never gonna let you pass me by
So don’t say your goodbyes
You know it’s better that way
We won’t break, we won’t die
It’s just a moment of change
So don’t say your goodbyes
You know it’s better that way
We won’t break, we won’t die
It’s just a moment of change
All we are, all we are,
Is everything that’s right
All we need, all we need,
A lover’s alibi
So don’t say our goodbyes
You know it’s better
"Tak mało o życiu wciąż wiem
czy z wiatrem mam biec, z uśmiechem budzić się
pamiętam Twoją twarz, tak jakby przez mgłę
Pamiętasz, byłam Twoja, jak nikt kochałam Cię
Pracę mam i wszystko jest OK
dzieci śpią, a ja uśmiecham się
piszę wiersze w sekretnym zeszycie
wiedz kochany: ułożyłam sobie życie
I nagle Ty stoisz dziś w moich drzwiach
i pytasz mnie czy może kogoś mam
więc jeśli Bóg zrobić mógł taki żart
to po co tyle straconych w życiu
lat, straconych lat?
I nagle Ty stoisz dziś w moich drzwiach
i pytasz mnie czy może kogoś mam
więc jeśli Bóg zrobić mógł taki żart
to po co tyle straconych w życiu
lat,straconych lat?
I nagle Ty stoisz dziś w moich drzwiach
i pytasz mnie czy może kogoś mam,
więc jeśli Bóg zrobić mógł taki żart
to po co tyle straconych w życiu
lat, straconych lat?"
"To jest dla mnie cud,
że patrzę jak uśpiona
ponad słowa które
podałeś mi jak lód
podałeś mi jak lód
I tyle z tego wiem,
co trwać ma jest na chwile
Gdy zabrakło Twoich rąk
moje stały się niczyje
Nie wierzyłam w to że żyję
Cztery lata zapomnieć chcę
Cztery lata zapomnieć chcę
Nie waż się przyjaciółką nazwać mnie
Cztery lata kochałam Cię
tak jakby świat przetrwać miał
tylko dzięki nam niezachwianie
To jest jak cud,
że mimo wszystko mogłam
w sobie sens odnaleźć
Co dla mnie skarbem
dla Ciebie było piaskiem
na plaży rozsypanym
Cztery lata zapomnieć chcę
Nie waż się przyjaciółką nazwać mnie
Cztery lata kochałam Cię
tak jakby świat przetrwać miał
tylko dzięki nam
w nim mieliśmy żyć
lecz to był tylko zamek z piasku
nie zostało z niego nic
To jest jak cud,
że mogę wszystko przetrwać
i stać się przez to lepsza
Cztery lata zapomnieć chcę
Nie waż się przyjaciółką nazwać mnie
Cztery lata kochałam Cię
tak jakby świat przetrwać miał
tylko dzięki nam
Cztery lata
Cztery lata
Cztery lata"
Czy faceci serio myślą, że jak po jakimś czasie (czytaj bardzo długim czasie) staną w drzwiach i rzucą "Cześć, tęskniłaś? Bo ja bardzo. Jestem wolny. A Ty?" To My - kobiety - wybaczymy im wszystko i porzucimy rzeczy dla nas istotne (te nieistotne też) tylko po to, żeby rzucić się na jego szyję - oczywiście zaspokajając jego przerośnięte ego. Otóż... nie. Ok czasem mamy ochotę to zrobić, ale wiemy, że nie możemy. Bo nie.
Historia w skrócie wygląda mniej więcej tak: w filmie "Tylko mnie kochaj!" Michał mówi do Julii o swoim poprzednim związku "Byliśmy niby razem, ale jednak osobno." To z nami było zupełnie odwrotnie "byliśmy niby osobno, ale jednak razem".
"I tried to paint you a picture
The colors were all wrongBlack and white didn’t fit you ..and all along
You were shaded with patience
Your strokes of everything
that I need just to make it
But I can see that
Lord knows I’ve failed you
time and again,
But you and me we’re all right
We won’t say our goodbyes
You know it’s better that way
We won’t break, we won’t die
It's just a moment of change
All we are, all we are
Is everything that’s right
All we need, all we need
A lover’s alibi
I walked a minute in your shoes
They never would’ve fit
I figured there’s nothing to lose
I need to get
some perspective on these words
before I write them down
You’re an island and my ship
has run aground
Lord knows I’ve failed you
time and again,
But you and me we’re all right
We won’t say our goodbyes
You know it’s better that way
We won’t break, we won’t die
It's just a moment of change
All we are, all we are
Is everything that’s right
All we need, all we need
A lover’s alibi
Every single day that I can breathe
You changed my philosophy
I’m never gonna let you pass me by
So don’t say your goodbyes
You know it’s better that way
We won’t break, we won’t die
It’s just a moment of change
So don’t say your goodbyes
You know it’s better that way
We won’t break, we won’t die
It’s just a moment of change
All we are, all we are,
Is everything that’s right
All we need, all we need,
A lover’s alibi
So don’t say our goodbyes
You know it’s better
We won’t break, we won’t die"
.
wtorek, 21 października 2014
czwartek, 16 października 2014
InstaInsta.
Planuje założyć instagrama. Jeszcze przed całą procedurą pojawił się "gigantyczny" problem... JAKI LOGIN WYMYŚLIĆ!?
Załamanie nerwowe ma jednak spore plusy. Problemy z dupy wydają się przeogromne. Nie przejmuje się tym co istotne, więc... "żyć nie umierać"... Pomijając fakt, że z dnia na dzień jest co raz gorzej. No ale plus jest taki, że pojawi się więcej wpisów. Chyba.
Załamanie nerwowe ma jednak spore plusy. Problemy z dupy wydają się przeogromne. Nie przejmuje się tym co istotne, więc... "żyć nie umierać"... Pomijając fakt, że z dnia na dzień jest co raz gorzej. No ale plus jest taki, że pojawi się więcej wpisów. Chyba.
środa, 15 października 2014
Again.
Dziś jest trochę lepiej. Rozmowa z Aśką i Piotrkiem dużo dała. Dziękuję programistą za skype!!!
Tyle że ogólenie... jeśli tylko Lux i 52 mnie zbiera do kupy, to coś na bank jest nie tak. Do tego płaczę na Luxie i 52 to mnie totalnie rozwala. Ok. Coś mnie od dawna niszczy od środka. Tak, jestem tego świadoma. To już trzeci rok. Przychodzi jesień i *buuuum*
Tyle że ogólenie... jeśli tylko Lux i 52 mnie zbiera do kupy, to coś na bank jest nie tak. Do tego płaczę na Luxie i 52 to mnie totalnie rozwala. Ok. Coś mnie od dawna niszczy od środka. Tak, jestem tego świadoma. To już trzeci rok. Przychodzi jesień i *buuuum*
"Chyba jestem zły, bo nie jestem z, a obok
między sercem i głową, mną a tobą
Między ciszą i rozmową pisząc i tworząc
Siedzę tu niby obok, a jednocześnie przemierzam kosmos
Spójrz jaki piękny dzień w środku tej nocy
Ty tego nie widzisz i mówisz, że potrzebuję pomocy
Zbyt często tak jest i przez to jest tak
Że choć bardzo tego chcę, ty nie widzisz żadnych zmian
Bo znów wybieram bycie sam na sam ze sobą
I choć z Tobą to jakbym szedł przez życie sam samotną drogą
A dźwięki nie mają nic mi za złe
Zdarza się fałszywa nuta, ale wszystko to nie ważne
Słowa także nie mają mi nic za złe
Nawet gdy czasem na nie wrzasnę zawsze mówią prawdę
Nie zadawaj pytań, to nie usłyszysz kłamstw
Chowam coś w sobie, czego nie uwolnię
Mniej wiesz o mnie, to śpisz spokojniej
Są chwile w których chcesz być sam
Nie ważne ilu naokoło ludzi
Tylko Ty i Twój własny świat
Bo ten realny czasem chcesz opuścić
Z błękitu w czerń, gdzie złość oświetli drogę
Zgubiłem sens i odnaleźć go nie mogłem
Własny świat nagle wydał się tak obcy
Tak pusty, chłodny, nieistotny
Chciałem wystraszyć słońce
Zabić dnie, ożywić noce
I groziłem chmurom też
Że wzrokiem je przebiję i zamienię w deszcz
Aby zmył zaschnięty strup wspomnień
I spłynął po mnie
Gdy na wietrze zapalasz świeczkę
Dobrze wiesz, że nic na tym świecie nie jest wieczne
A samotność to taka straszna trwoga
Kiedy zostają tylko zdjęcia po tak wielu osobach
Żal jest chyba bardziej ciężkostrawny od prawdy
Trawisz go samotnie, chcąc by było tak jak dawniej
A dawne dni przepadły, odbijają się echem
Tych wszystkich twarzy z waszym wspólnym śmiechem
Urwanym jak hejnał tak po prostu
I czasem tak po prostu chciałbyś to wszystko zostawić
I być tam z nimi, jeśli nie mogą być z nami
Bezsilność tak chce, ale lepiej zrób coś dla nich
Te myśli są złe, więc w sobie je zabij.
Więc w sobie je zabij.
Są chwile w których będziesz sam
Nie ważne ilu naokoło ludzi
Tylko ty odczuwasz ból tych ran
I żal który nie chce Cię opuścić"
"Napiszę list otwarty do prezesa drogi mlecznej
czy może widział się z tym co obiecał nam życie wieczne.
Zarząd nic o tym nie wie, rada nadzorcza milczy
to skąd prosty człowiek ma wiedzieć czy może na końcu na coś liczyć.
Pustka , strach, samotność, dragi,
przemoc, śmierć, człowiek nagi.
Ogień, łzy, pieniądze, ropa,
władza, wpływy, bieda, pokarm.
Krew, gniew, bunt, ból,
walka, dni, cisza z chmur.
Miłość, wiara, piękno, usta,
zdrada, strach, samotność, pustka.
A co z życiem doczesnym, czy jest tam ktoś od tego ?
No bo ja jako pierwszy chciałbym żeby sypnął mi manną z nieba .
Otworzył fundusz zapomogowy pod nazwą "Bóg człowiekowi".
Kościołów jest już dość, niech w siedem dni dom mi stworzy.
Zaduch, zwątpienie, bezsens, słabość,
Czas, pełne goryczy osowiałe ciało, on ma dość.
Dół, pretensje, kęs nie do przełknięcia,
stres, depresja, nawet gdy śpisz w ciepła objęciach.
Niemoc, przemoc, na noc klin nasenny,
Podróż w głąb gdzie pali się żar gehenny.
Winy własne, cudze są we mnie,
Gdzie jesteś ? Szukałem pod kamieniem, w połamanym drewnie.
Blady jak opłatek i żałując już za jutro,
Między ciemnością i światłem stawiam siebie jako lustro.
Tam gdzie ludzkość jest duszno, tam gdzie bóstwo jest pusto,
Więc gdzie jest ten jedyny co ma moc zamieniania słów w czyny?
To czy klęknę czy nie klęknę jest mu idealnie obojętne,
Może lepiej dla mnie będzie gdy nie będę szukał na niebie,
I zajrzę w głąb, w swe wnętrze, by odnaleźć tam wiarę w siebie.
Moc bogów krąży z tym, który nie zna pojęcia litości,
Dostąpisz łaski gdy nigdy nie będziesz o nią prosić.
Wiatr jest niespokojny nie lubi takich opowieści,
Posłuchaj a zrozumiesz może odnajdziesz go jako pierwszy."
"Byłem wilkiem w potrzasku
Odgryzłem łapę o brzasku
Wolność gęstą czerwienią
Pokryła moje kły
Uciekłem ranny
Strach, ból i trzy łapy
W amoku biegnąc
Oprócz krwi spijałem łzy
Wyłem do księżyca
I prosiłem o litość
Kiedy głód i łatwy łup
Przywołał gończe psy
Wilk wolny, wilk kaleka
Miałem trwać, nie uciekać
Karmiłem wilka
Którego psy rozszarpią dziś
A we mnie samym wilki dwa
Oblicze dobra, oblicze zła
Walczą ze sobą nieustannie
Wygrywa ten którego karmię
Uciekałem bez siły, wilki za plecami wyły
Miałem tylko nadzieję i otwarte drzwi
Padłem na kolana i walczyłem do rana
Nie wiedziałem, że jestem w sobie taki zły
Latami dokarmiałem tego, którego nie chciałem
On głęboko zatopił we mnie swoje kły
Twoja modlitwa złapała go w sidła
Teraz jestem wolny, tak jak ty
A we mnie samym wilki dwa
Oblicze dobra oblicze zła
Walczą ze sobą nieustannie
Wygrywa ten, którego karmię
W budzie skundlone myśli
Ochłapy pragnień w brudzie miski
Rzucone smutną
Jałmużną psu
Karuzela świata pędzi
Zaprasza blaskiem rtęci
I jaskrą zazdrości
Pokrywa wzrok
Wiara i miłość nad wszystko
Reszta to proch, pył i nicość
Wolisz egoizm życia bez granic?
Wygra w tobie ten wilk, którego nakarmisz
Wygrywa ten, którego karmię
Wygrywa ten, którego karmię"
"Wiara, siła, męstwo -
to nasze zwycięstwo!
Kiedy duch i serce jest silniejsze niż ciało
to ból wśród nieszczęść uczynił Cię skałą.
Tylu już przegrało, zabiła ich słabość,
Ty wśród nich wyciągasz dłoń po wygraną.
W każdym moim zwycięstwie jest pot i krew poświęceń.
Chcę ubrudzić ręce, by wybudować szczęście,
ubrudzić ręce, by wybudować szczęście.
Na ziemię powaleni, wstajemy, nie giniemy -
ta krew już raz przelana, nie wyschnie wciąż i płynie!
Wiara, siła, męstwo -
to nasze zwycięstwo!
Nie czas wątpić, gdy się wali
silniejsza ma być wiara,
a przeciwności z bara rozwalać jak taran.
Trza spalać granice starań i przekraczać słabości ciała
W każdym moim zwycięstwie jest pot i krew poświęceń,
chcę ubrudzić ręce, by wybudować szczęście,
ubrudzić ręce, by wybudować szczęście.
Na ziemię powaleni, wstajemy, nie giniemy -
ta krew już raz przelana, nie wyschnie wciąż i płynie!
Wiara, siła, męstwo -
to nasze zwycięstwo!
Na ziemię powaleni, wstajemy, nie giniemy -
ta krew już raz przelana, nie wyschnie wciąż i płynie!
Na ziemię powaleni, wstajemy, nie giniemy."
"Chcesz ze mnie kpić?
Nie poczułem nic, daj bis
Nie powiedziałeś tego w ryj
To nie powiedziałeś nic
Mam dość patrzenia jak zazdrość cię zżera
Unikasz spojrzenia twarz w twarz
Masz aż za dużo do powiedzenia
Nie obrażaj więcej, nie obrzucaj mięsem
Jak skoczy napięcie gdy spotkamy się w mieście
Albo na koncercie, patrz mi na ręce bo za siebie nie ręczę
Nie jestem żadnym emcem, Niemcem
Mów mi Hans Franc Frencel
Odłóż mikrofon i nie mów nic więcej
Zaciśnij pięści, to pride Dębiecki
A w konsekwencji wyniesiesz z lekcji
Jak nie splamić honoru
Jak nie sprawić zawodu
Jak coś zrobić dla zasady
Jak poświęcić się dla sprawy
U mnie zawsze dumnie choćby w trumnie – DĘBIEC!
Siła w żyłach pływa, wygrywam i przegrywam
To proste, gorzki posmak troski z Polski
Zmień te wnioski i nagraj to potem, raporty rap o tym,
Muzyka co dzień i przed snem niezbędna jak tlen
Nie palę aż zgasnę, jasne? Słucham aż zasnę,
Na słowa nie walczę właśnie
Znasz mnie, patrz się w inna mańkę
Pchasz się? Skończ tą bujankę
Masz mnie błaźnie, za kozaka na taśmie
Sprawdź mnie gdy klasnę , ty zgaśniesz, właśnie tak!
Przemyśl to, masz czas by dojrzeć, wróć by spojrzeć,
Stań twarzą w twarz I pokaż co masz !
Chcesz ze mnie kpić?
Nie poczułem nic, daj bis
Nie powiedziałeś tego w ryj
To nie powiedziałeś nic
Słowa co was sprowadzą na ziemię
Mowa co wam zmieni spojrzenie
Co masz to mów, ja nie cofam słów
Wierzę w to co mówię
Uwierz, mówię z przekonaniem
Zaangażowanie daję w to nagranie
Mocny tekst to lek na otrzeźwianie
Młodych Polaków na życiowym kacu
Pracuj lepiej nad sobą, ratuj by się nie staczać
Bo tu praca nie popłaca jak sam nie wymacasz
To wracasz z niczym, leżysz i kwiczysz
W tej dziczy na dzielnicy
Farciarz bo mam dość wsparcia, dość żarcia
Innym na starcie nie starcza na starcia
Z kolejami życia na torach tych czasów
By bez nowych adidasów dać radę
Nadążając za biegiem wydarzeń
Ja mam perspektywy, ich się trzymam kurczowo
Też je masz, więc rusz głową
I zrób coś z sobą, myśl przyszłościowo
By się śmiać w twarz wrogom
By stać twardo na ziemi
Jedną i drugą nogą by móc pomóc
Wszystkim bliskim co nie mogą
Na państwowym garnuszku nie jest kolorowo
Trzy i pół stówy zasiłku, osiem stów pensja
Recesja jest jak presja
Stres bo nie stać cię by przetrwać
Płacz, trudności, przejścia
Z miejsca rodzi się agresja
Nie jest tak?
Trudno przestać o tym gadać
Sprawa jest jak zaraza
W konfrontacji trzeba się narażać
Nie uciekniesz, nie unikniesz
Możesz to odwlec na swoją niekorzyść
By potem polec i dać się dobić
Nie wygram nie podejmując rękawic
Co nie może zabić to wzmocni
Baczność! Przemyśl! Spocznij!
Chcesz ze mnie kpić?
Nie poczułem nic, daj bis
Nie powiedziałeś tego w ryj
To nie powiedziałeś nic"
"O Babilonie, Babilonie
Twój obraz w mojej głowie płonie
O Babilonie, Babilonie
Jego wieże pną się tak wysoko
Pieniądz, gotówka, pieniądz, gotówka
Mury niedostępne, bramy zamknięte
Euro, złotówka, dolar, złotówka
Widoki piękne lecz nie dla twych oczu
Przelew, czek, konto, złota karta
Jedna przepustka da ci to poczuć
Giełda papierów, akcje koncernów
Własne biuro na najwyższym piętrze
Ludzi w zarządzie i w rządzie mieć mądrze
Większe wpływy, zyski większe
To co najcenniejsze jest najważniejsze
Mieć ideały takie jak materializm
Cena zakupu, rabat, cena sprzedaży
Wierzyć w kapitał, nie wierzyć w czary
Faktura VAT, procent, wysokość marży
To klucz dobra, o którym marzysz
Przychód, dochód, koszta własne
W tym wszystkim ważne by nie zapomnieć
Biznes plan, rozwój, kalkulacja
To czego sprzedać ani kupić nie możesz
Target, kontrahent, marketing
Target, kontrahent, marketing
O Babilonie, Babilonie
Twój obraz w mojej głowie płonie
O Babilonie, Babilonie
Czy kiedykolwiek cię dogonię
A wszystko dokoła jest zimne
Nawet powietrze staje się inne
Ludzie zamknięci w swoich światach
Brat nie poznaje już swego brata
Czy damy radę to już zmienić
Czy damy radę to już zmienić
A teraz wszystko jest już inne
I może stanie się niewinne
Jak uśmiech dziecka, który wraca
I w tych wspomnieniach się zatraca
Więc nie pozwólmy im tak zniknąć
By nam nie było później przykro
O Babilonie, Babilonie
Twój obraz w mojej głowie płonie
O Babilonie, Babilonie
Czy kiedykolwiek cię dogonię
Target, kontrahent, marketing (Babilon)"
Proszę nie.
14.10.2014r, jest już po 23...
Wiedziałam, że będzie ciężko. Wiedziałam, że będę tęsknić. Nie sądziłam, że tak bardzo. Im bardziej jej nie ma, tym bardziej zauważam jak bardzo bliska mi była. Jedyna w swoim rodzaju. Jest sporo bliskich mi osób, ale przykro mi... nikt nigdy nie będzie mi tak bliski jak Paula. Nikt jej nigdy nie zastąpi. Otaczam się ludźmi, w których widzę jej cechy, choć odrobinę jej sposobu patrzenia na świat, ale nikt nie będzie takiego miał. Nigdy. Brakuje mi tego jak bardzo byłyśmy do siebie podobne, tego, że mając problem, mogłam spędzić z nią godziny milcząc i w większości przypadków te godziny milczenia rozwiązywały problem, bo wystarczyło, że byłyśmy razem. Wiedziałam co mi powie, a ona wiedziała co ja jej powiem. Dlatego zdarzało się, że nie mówiłyśmy sobie o pewnych rzeczach, bo wolałyśmy, żeby pewne rzeczy nie były usłyszane, ale chyba długo nie dało się tak wytrzymać. Chyba za dobrze się znałyśmy i wiedziałyśmy kiedy coś było nie tak, ale nikt nigdy nie drążył, czekałyśmy, aż przyjdzie moment, że będziemy gotowe powiedzieć sobie o co chodzi, co się stało. Cholernie mi tego brakuje, nigdy nie powiedziała mi, że robię coś źle, że to ja popełniam błąd (choć pewnie milion razy tak myślała).
Podsumowując: jest źle, jest bardzo źle, wręcz do dupy. Ale niech nikt mnie teraz nie pociesza, nie tego potrzebuję, bo nikt nie wie czego potrzebuję, tylko ona mnie znała na tyle, żeby wiedzieć co i jak zrobić, żeby było lepiej. A dopytywanie i pocieszanie pogorszy sprawę.
Zaczyna się jesień, po dzisiejszym dniu nie da się powiedzieć, że jest inaczej. Prawdopodobnie będę musiała iść do kolejnego lekarza. Dzień był ogólnie niesamowity, wesoły i w ogóle, ale... ALE... Jeśli tym razem usłyszę, że poza proszkami, mam przyjść na terapię to chyba to zrobię, tym razem już chyba oszaleję, ale najpierw poczekam na diagnozę. Tym razem nie dam rady, bo nie ma Pauli.
Jeśli to jakimś cudem dotrze do Pauli, będę wdzięczna.
Wiedziałam, że będzie ciężko. Wiedziałam, że będę tęsknić. Nie sądziłam, że tak bardzo. Im bardziej jej nie ma, tym bardziej zauważam jak bardzo bliska mi była. Jedyna w swoim rodzaju. Jest sporo bliskich mi osób, ale przykro mi... nikt nigdy nie będzie mi tak bliski jak Paula. Nikt jej nigdy nie zastąpi. Otaczam się ludźmi, w których widzę jej cechy, choć odrobinę jej sposobu patrzenia na świat, ale nikt nie będzie takiego miał. Nigdy. Brakuje mi tego jak bardzo byłyśmy do siebie podobne, tego, że mając problem, mogłam spędzić z nią godziny milcząc i w większości przypadków te godziny milczenia rozwiązywały problem, bo wystarczyło, że byłyśmy razem. Wiedziałam co mi powie, a ona wiedziała co ja jej powiem. Dlatego zdarzało się, że nie mówiłyśmy sobie o pewnych rzeczach, bo wolałyśmy, żeby pewne rzeczy nie były usłyszane, ale chyba długo nie dało się tak wytrzymać. Chyba za dobrze się znałyśmy i wiedziałyśmy kiedy coś było nie tak, ale nikt nigdy nie drążył, czekałyśmy, aż przyjdzie moment, że będziemy gotowe powiedzieć sobie o co chodzi, co się stało. Cholernie mi tego brakuje, nigdy nie powiedziała mi, że robię coś źle, że to ja popełniam błąd (choć pewnie milion razy tak myślała).
Podsumowując: jest źle, jest bardzo źle, wręcz do dupy. Ale niech nikt mnie teraz nie pociesza, nie tego potrzebuję, bo nikt nie wie czego potrzebuję, tylko ona mnie znała na tyle, żeby wiedzieć co i jak zrobić, żeby było lepiej. A dopytywanie i pocieszanie pogorszy sprawę.
Zaczyna się jesień, po dzisiejszym dniu nie da się powiedzieć, że jest inaczej. Prawdopodobnie będę musiała iść do kolejnego lekarza. Dzień był ogólnie niesamowity, wesoły i w ogóle, ale... ALE... Jeśli tym razem usłyszę, że poza proszkami, mam przyjść na terapię to chyba to zrobię, tym razem już chyba oszaleję, ale najpierw poczekam na diagnozę. Tym razem nie dam rady, bo nie ma Pauli.
"Jedziemy w górę mapy, morze jest na północy
A z nami leci ziemia jak wystrzelona z procy
Wiem, że do mnie mówisz, wiem i wszystko słyszę
Nie mogę odpowiedzieć, przy drodze drzewa liczę
hej hej na pierwszy rzut oka
hej hej nie widać, że kocham
hej hej na pierwszy rzut oka
Nie widać, że cię kocham
hej hej na pierwszy rzut oka
hej hej nie widać, że kocham
hej hej na pierwszy rzut oka
Nie widać, że cię kocham
Śledzę jak kabli linie zbliżają się do siebie
A potem oddalają na zachmurzonym niebie
Zaparowane szyby, palcami po nich piszę
A ty coś do mnie mówisz, wiem i wszystko słyszę
hej hej na pierwszy rzut oka
hej hej nie widać, że kocham
hej hej na pierwszy rzut oka
Nie widać, że cię kocham
W krainie nigdzie-nigdzie zaplątany sam w sobie
Trochę egoistycznie siedzę i nic nie robię
Ciało jest obecne, grzeczne i na kanapie
Duch wolny się wyrywa i hula razem z wiatrem
Krzyczysz, że chowam się przed tobą i jestem skryty
Lub chcąc być blisko ze mną solidarnie milczysz
Kochając i się złoszcząc znosisz to cierpliwie
Ja też cię bardzo kocham, tylko trochę autystycznie
Wiem o tym wszystkim, ty chyba też wiesz
I choć nie płaczę przy tobie, coś między nami jest
Uśmiecham się do siebie trochę tajemniczy
Znów pytasz o czym myślę, odpowiadam że o niczym
hej hej na pierwszy rzut oka
hej hej nie widać, że kocham
hej hej na pierwszy rzut oka
Nie widać, że cię kocham"
Subskrybuj:
Posty (Atom)