Wiedziałam, że będzie ciężko. Wiedziałam, że będę tęsknić. Nie sądziłam, że tak bardzo. Im bardziej jej nie ma, tym bardziej zauważam jak bardzo bliska mi była. Jedyna w swoim rodzaju. Jest sporo bliskich mi osób, ale przykro mi... nikt nigdy nie będzie mi tak bliski jak Paula. Nikt jej nigdy nie zastąpi. Otaczam się ludźmi, w których widzę jej cechy, choć odrobinę jej sposobu patrzenia na świat, ale nikt nie będzie takiego miał. Nigdy. Brakuje mi tego jak bardzo byłyśmy do siebie podobne, tego, że mając problem, mogłam spędzić z nią godziny milcząc i w większości przypadków te godziny milczenia rozwiązywały problem, bo wystarczyło, że byłyśmy razem. Wiedziałam co mi powie, a ona wiedziała co ja jej powiem. Dlatego zdarzało się, że nie mówiłyśmy sobie o pewnych rzeczach, bo wolałyśmy, żeby pewne rzeczy nie były usłyszane, ale chyba długo nie dało się tak wytrzymać. Chyba za dobrze się znałyśmy i wiedziałyśmy kiedy coś było nie tak, ale nikt nigdy nie drążył, czekałyśmy, aż przyjdzie moment, że będziemy gotowe powiedzieć sobie o co chodzi, co się stało. Cholernie mi tego brakuje, nigdy nie powiedziała mi, że robię coś źle, że to ja popełniam błąd (choć pewnie milion razy tak myślała).
Podsumowując: jest źle, jest bardzo źle, wręcz do dupy. Ale niech nikt mnie teraz nie pociesza, nie tego potrzebuję, bo nikt nie wie czego potrzebuję, tylko ona mnie znała na tyle, żeby wiedzieć co i jak zrobić, żeby było lepiej. A dopytywanie i pocieszanie pogorszy sprawę.
Zaczyna się jesień, po dzisiejszym dniu nie da się powiedzieć, że jest inaczej. Prawdopodobnie będę musiała iść do kolejnego lekarza. Dzień był ogólnie niesamowity, wesoły i w ogóle, ale... ALE... Jeśli tym razem usłyszę, że poza proszkami, mam przyjść na terapię to chyba to zrobię, tym razem już chyba oszaleję, ale najpierw poczekam na diagnozę. Tym razem nie dam rady, bo nie ma Pauli.
"Jedziemy w górę mapy, morze jest na północy
A z nami leci ziemia jak wystrzelona z procy
Wiem, że do mnie mówisz, wiem i wszystko słyszę
Nie mogę odpowiedzieć, przy drodze drzewa liczę
hej hej na pierwszy rzut oka
hej hej nie widać, że kocham
hej hej na pierwszy rzut oka
Nie widać, że cię kocham
hej hej na pierwszy rzut oka
hej hej nie widać, że kocham
hej hej na pierwszy rzut oka
Nie widać, że cię kocham
Śledzę jak kabli linie zbliżają się do siebie
A potem oddalają na zachmurzonym niebie
Zaparowane szyby, palcami po nich piszę
A ty coś do mnie mówisz, wiem i wszystko słyszę
hej hej na pierwszy rzut oka
hej hej nie widać, że kocham
hej hej na pierwszy rzut oka
Nie widać, że cię kocham
W krainie nigdzie-nigdzie zaplątany sam w sobie
Trochę egoistycznie siedzę i nic nie robię
Ciało jest obecne, grzeczne i na kanapie
Duch wolny się wyrywa i hula razem z wiatrem
Krzyczysz, że chowam się przed tobą i jestem skryty
Lub chcąc być blisko ze mną solidarnie milczysz
Kochając i się złoszcząc znosisz to cierpliwie
Ja też cię bardzo kocham, tylko trochę autystycznie
Wiem o tym wszystkim, ty chyba też wiesz
I choć nie płaczę przy tobie, coś między nami jest
Uśmiecham się do siebie trochę tajemniczy
Znów pytasz o czym myślę, odpowiadam że o niczym
hej hej na pierwszy rzut oka
hej hej nie widać, że kocham
hej hej na pierwszy rzut oka
Nie widać, że cię kocham"