A jeśli nie... cóż Mer i Cristina miały niesamowitą relację. Rozumiały się bez słów. Miały bardzo podobne poglądy, ale też kłóciły się ze sobą i to dość mocno - czasem, aż serce boli jak się widziało jak one się kłóćiły. W pewien sposób się kochały, wiecie, jak siostry/przyjaciółki. Takie prawdziwe. W moim życiu też jest taka relacja. Była. Jest. Nie wiem.
Jedyna osoba, za którą tak bardzo tęsknie, tak mocno, że mnie to powoli zabija. Wybaczcie, ale to Ona była moją Cristiną. Moją osobą. Nikt wcześniej i nikt później mnie tak nie rozumiał i rozumieć nie będzie. Zawsze płakałam widząc momenty Cristiny i Mer, bo widziałam w nich Paulę i siebie. Nie było dnia, żebym o niej nie myślała. Nie było dnia, żebym się o Nią nie martwiła. Dzisiaj, kiedy już prawie stanęłam na nogi, po tym wszystkim co się tu pojawiło i co się nie pojawiło, Ona się odezwała... a ja czuję się jak małe bezbronne dziecko. Mam ochotę płakać i krzyć, ale jednocześnie wiem, że dwie rzeczy jakich potrzebuję najbardziej w świecie, to porozmawiać z Nią i przytulić się do Niej (chociaż obie te rzeczy spowodowałyby, że popłakałabym się - nie wiem czy ze szczęścia, czy z żalu, ale bym się popłakała).
Nasuwa mi się tylko jedno pytanie: siostro, wróciłaś?
