Ten post.
Na ten temat.
Powinien pojawić się 5-6 dni temu.
Ale wtedy nie wiedziałam co pisać.
Zresztą piszę raczej na bieżąco.
Co w sercu.
Co w głowie.
To tu.
No to zakończyło się pierwsze ćwierćwiecze.
Nie wiem czy końca drugiego dożyję.
Nie ważne.
W każdym razie.
25lat życia teoretycznie to sporo.
Daje człowiekowi do myślenia.
Są różne życiowe lekcje i w ogóle.
Także kolejne ćwierć wieku człowiek powinien zaczynać mądrzejszy i takie tam.
Ale kiedy z natury jest się blondynką.
Naiwną.
Idiotką.
To chuj bombki strzela.
I nic się nie zmienia.
Żadnych wniosków.
Dalej te same błędy.
Miotam się od kłamcy do kłamcy.
A później płaczę, że płaczę.
Jakieś mądre rady?
Chętnie przyjmę.
Słuchać serca czy rozumu?
Co robić?
Może człowiek nigdy nie mądrzeje?