Jeśli to koniec... chciałabym, żebyś wiedział, że jestem Ci wdzięczna za każdy oddech, który mogłam zrobić dzięki temu, że się pojawiłeś.
Jeśli to koniec... nie żałuję i nigdy nie będę żałować żadnej sekundy mojego życia z Tobą i dzięki Tobie... chociaż chciałabym, żeby było ich więcej... dużo więcej...
Wiem, jestem rozhisteryzowaną idiotką, ale to dlatego, że Cię kocham i nie chcę Cię stracić, boję się tego.
Moje życie dzieli się na dwa etapy "przed Tobą" i "od kiedy się pojawiłeś". Noe chcę myśleć co będzie jak pojawi się trzeci etap "po Tobieł, boję się tego, to będzie jakiś Armagedon.
Teraz zostaje mi czekać na wyrok... serce mi pęka na myśl, że to mogłoby się skończyć. Najgorsze jest to, że kilka dni temu padło stwierdzenie "nie mogę być z kobietą, której nie widzę" - to przecież o mnie, mnie nie widzi... ale jeśli Paulina i Albert dają radę to może jest szansa na jakiś cud...? Zresztą jeśli była szansa na cud to przecież właśnie ją zepsułam.
Chyba czas spać.
Zapowiada się noc pełna koszmarów. Ciekawe ile ich będzie...
Półtora tygodnia do odebrania wyników. Kolejny wyrok na mnie czeka. Jeśli mnie zostawi, to przynajmniej nie będzie musiał martwić się tym, że jest z kimś kto nie da mu rodziny... Nie chcę sama przez to przechodzić, ale jeśli dla Piotrusia tak będzie lepiej? Ale nie mi decydować o tym, co dla niego lepsze. On to wie najlepiej i teraz zostaje czekać aż sam określi co jest dla niego lepsze.
A co jest lepsze dla mnie? Oczywiście, że z nim niż bez niego... może nikt w to nie uwierzy, ale ja widzę jak bardzo się zmieniłam od kiedy jest i to zmieniłam na lepsze... ale to nie znaczy, że ja tak na niego działam.
8.12.2016r. chyba umrę czekając na ten dzień i chyba zniszczę wszystko co dobre w moim życiu do tego czasu i pozbędę się wszystkich "bliskich" ludzi...