niedziela, 27 listopada 2016

Powoli się odnajduję.

Dawno dawno temu... byłam taka... normalna(?). Miałam marzenia jak każda inna dziewczyna (idealne romantyczne zaręczyny, perfekcyjny ślub, najpiękniejsza biała sukienka, książę z bajki, rodzina, dzieci, mąż)., ale później stały się różne rzeczy i doszłam do wniosku, że to o czym marzę po prostu nie istnieje. Szydziłam z tego. Wyśmiewałam się z ludzi, kiedy przy mnie opowiadali o takich rzeczach. I tak spędziłam niecałe 7lat życia. A potem stał się cud. Zakochałam się. Ja. Która ostatnie 7lat spędziła na tłumaczeniu, że miłości nie ma. Zakochałam się na zabój i nieodwracalnie. I wszystko powoli zaczyna wracać do normy. Przy nim. Dzięki niemu. Zaczynam wracać do normy. Do tego kim jestem. Dzięki niemu czuję się bezpiecznie i mogę znowu być taka... delikatna, krucha, nie muszę się sama bronić przed całym światem.