czwartek, 22 marca 2018

5lat

"Gdy mówimy coś w stylu >>ludzie się nie zmieniają<< doprowadzamy naukowców do szału. Bo zmiana to tak naprawdę jedyna stała część w nauce. Energia, materia to zawsze się zmienia. (…) Trzymamy się kurczowo tego, co było, zamiast pozwolić temu być, takim, jakim jest. Trzymamy się dawnych wspomnień, zamiast tworzyć nowe. To, jak upieramy się wierzyć, pomimo tego, co mówią nam naukowcy, że w życiu nic nie jest wieczne. Zmiana jest stała. To, jak ją odczujemy, zależy od nas. Może wyglądać jak śmierć. Może być drugą szansą na życie. Jeżeli rozluźnimy palce, otworzymy pięści, damy się ponieść temu, co trwa, to może przypominać czystą adrenalinę. Tak jak w każdej chwili… Możemy otrzymać drugą szansę na życie… Tak jak w każdej chwili… Możemy urodzić się na nowo." ~ GA.

Niecałe 5lat temu zaczęłam pisać.
Co się zmieniło?

Kamil, ten który mnie w chuja zrobił i spotykał się z inna, o takim samym imieniu zostanie ojcem, a matką jego dziecka będzie Aga, "mój Lemurek"...
Filozof dalej jest kretynem - jakiś stały punkt programu.
Natalia... niby była wielka przyjaźń, ale wiecie... to jest mega skomplikowana historia, ale całe szczęście już mnie nie dotyczy. W końcu.
Paula. Siostra. Kocham. To się nie może zmienić. Za dużo przeszłyśmy ze sobą, żeby to nie mogło się udać.
Piotr... ta. Nie wiem.

A ja? Dla mnie przyszedł czas na to, aby puścić, porzucić przeszłość.
Chcę zacząć tworzyć nowe wspomnienia.
Chcę kreować nową rzeczywistość, mój nowy świat.
Czas na zmiany. W moim przypadku zmiana będzie szansą na nowe życie.
Tak, będę dalej popełniać błędy, ale właśnie o to chodzi, żeby się mylić, bo jeśli nie spróbujemy czegoś to nie będziemy wiedzieli czy jest to dla nas dobre.
Będę ryzykować. Co mi szkodzi? Chyba lepiej zaryzykować i wyciągnąć ręce po swoje niż siedzieć i tracić okazje.
Znowu będę sobą. Dziewczyną z chochlikami w oczach. Spontaniczną. Zakręconą. Ale jednak rozsądną i racjonalną. Taką jak byłam, ale inną. O lata mądrzejszą.

Ludzie się zmieniają.
Zawsze.
Chociaż trochę

Am I back?

Czy wracam? Nie wiem.
Na chwilę na pewno.
Kiedyś to mi pomagało. A teraz?
Nie wiem. Trzeba sprawdzić.

Co się dzieje? Upadłam na głowę.
Zakochałam się w gówniarzu, który pięknie kłamał.
To co pisałam wcześniej o Piotrze... to zdecydowanie była wtedy prawda, teraz NIESTETY wiem, że NIESTETY można kochać bardziej.
W każdym razie gówniarz się zabawił i zniknął. Pewnie wraca do byłej, co mnie troszkę bawi, ale w sumie... te dzieciaki są siebie warte.
Nie zaskoczył mnie niczym. A tak bardzo chciałam, żeby mnie zaskoczył, żebym jednak nie miała racji. No trudno!
Poradzę sobie. Tego jestem pewna. To nawet nie boli, chyba dlatego, że spodziewałam się, że tak to się skończy.

Poza tym piorun trafił trzeci raz w to samo drzewo.

Ale chyba najważniejsze dla mnie jest to, że jest Paula. To jest po prostu niesamowicie istotne dla mnie. Paulinko, walić Filozofa, zajmijmy się najpierw kimś innym!

Niektórzy powinni się nauczyć, że ludzie mają uczucia, że nie wolno się nimi bawić.
Chciałabym napisać coś mądrego.
Tylko co?
Ile razy można powtarzać, że czas leczy rany czy jak kto woli uczy z nimi żyć?
A może po prostu hmmm słuchajcie innych, słuchajcie bliskich, mi ktoś bliski mówił, że nie powinnam się w to pakować. Teraz już za późno, mądry Polak po szkodzie.

Jak sobie z tym wszystkim poradzić?
Mówcie. Mówicie głośno. Nazywajcie swoje uczucia, chociaż próbujcie.
Ja zrobiłam to wczoraj i czuję się z tym dobrze.

Za chwilę stuknie mi ćwiartka i obiecałam sobie, że to najlepszy moment, żeby zmądrzeć.
Nie chodzi o to, że jestem stara. Po prostu ćwiartka to dobry moment, żeby zmienić pewne rzeczy w życiu.

Chcę, żeby wróciły moje chochliki.
Chcę wrócić.
Chcę znowu być sobą.
Mimo wszystko chyba jestem coraz bliżej tego, żeby stanąć na nogi.

Jedno jest pewne.
Nie jestem sama.
Nie jestem samotna.
Mam niesamowitych przyjaciół.
W końcu są ludzie, którzy mimo własnych problemów interesują się też moimi i nie pozwalają, żebym zafiksowała się w tym, że moje problemy są mniej ważne.

I to chyba jest najważniejsze w życiu, żeby mieć ludzi, dla których jest się ważnym.

środa, 2 sierpnia 2017

samotność.

W moim życiu są wspaniali ludzie, których kocham i którzy (tak mi się wydaje) kochają też mnie. Tylko... oni mają swoje problemy, poważniejsze niż moje, dlatego czuję, że nie mogę im zawracać głowy moi.
Naprawdę.
A w mojej głowie... od dłuższego czasu chaos. Okropna gonitwa myśli. Czasem przytłaczająca. Momentami nawet nie pozwala mi żyć.
Kiedy wydawało mi się, że ułożyłam sobie wszystko, moja podświadomość postanowiła zaprosić mnie na seans wszystkich moich błędów i złych rzeczy, które spotkały mnie.
A teraz straciłam wszystko, co miało znaczenie.
Tylko dlatego, że to co siedzi w mojej głowie, ten problem jest mniej ważny od innych, ale czy jeśli ma takie konsekwencje to czy tak jest?



To nie jest tak, że nie potrafię bez niego żyć, bo potrafię, ale nie chcę.
Chciałabym naprawić wszystkie moje błędy
Dobra, nie wszystkie, te ostatnie, te które doprowadziły do tego co się teraz dzieje.


Przyjaciel potrzebny od zaraz.

niedziela, 25 grudnia 2016

Nie chcę.

Nie mam siły na nic.
Jestem beznadziejna.
Zawodze wszystkich na każdym kroku.
Nie wiem po co jeszcze żyję.

piątek, 9 grudnia 2016

...

Dziś nie wyjdę z łóżka.
Wczoraj był dzień, w którym miały zapaść wyroki.
Jeden znam. Drugiego nie. I jakoś nie spieszy mu się, żeby powiedzieć mi czy jestem jego dziewczyną czy nie... szkoda. Może kiedyś mi powie, a jeśli się nie odezwie to chyba będzie oczywiste, że nie...
Czekanie mnie zabija. Dlatego nie mogę dziś wyjść z łóżka, bo mogę zrobić coś głupiego.
Cholera... Ale Basia...

niedziela, 27 listopada 2016

Powoli się odnajduję.

Dawno dawno temu... byłam taka... normalna(?). Miałam marzenia jak każda inna dziewczyna (idealne romantyczne zaręczyny, perfekcyjny ślub, najpiękniejsza biała sukienka, książę z bajki, rodzina, dzieci, mąż)., ale później stały się różne rzeczy i doszłam do wniosku, że to o czym marzę po prostu nie istnieje. Szydziłam z tego. Wyśmiewałam się z ludzi, kiedy przy mnie opowiadali o takich rzeczach. I tak spędziłam niecałe 7lat życia. A potem stał się cud. Zakochałam się. Ja. Która ostatnie 7lat spędziła na tłumaczeniu, że miłości nie ma. Zakochałam się na zabój i nieodwracalnie. I wszystko powoli zaczyna wracać do normy. Przy nim. Dzięki niemu. Zaczynam wracać do normy. Do tego kim jestem. Dzięki niemu czuję się bezpiecznie i mogę znowu być taka... delikatna, krucha, nie muszę się sama bronić przed całym światem.

Koniec?

Jeśli to koniec... chciałabym, żebyś wiedział, że jestem Ci wdzięczna za każdy oddech, który mogłam zrobić dzięki temu, że się pojawiłeś.
Jeśli to koniec... nie żałuję i nigdy nie będę żałować żadnej sekundy mojego życia z Tobą i dzięki Tobie... chociaż chciałabym, żeby było ich więcej... dużo więcej...
Wiem, jestem rozhisteryzowaną idiotką, ale to dlatego, że Cię kocham i nie chcę Cię stracić, boję się tego.
Moje życie dzieli się na dwa etapy "przed Tobą" i "od kiedy się pojawiłeś". Noe chcę myśleć co będzie jak pojawi się trzeci etap "po Tobieł, boję się tego, to będzie jakiś Armagedon.
Teraz zostaje mi czekać na wyrok... serce mi pęka na myśl, że to mogłoby się skończyć. Najgorsze jest to, że kilka dni temu padło stwierdzenie "nie mogę być z kobietą, której nie widzę" - to przecież o mnie, mnie nie widzi... ale jeśli Paulina i Albert dają radę to może jest szansa na jakiś cud...? Zresztą jeśli była szansa na cud to przecież właśnie ją zepsułam.

Chyba czas spać.
Zapowiada się noc pełna koszmarów. Ciekawe ile ich będzie...
Półtora tygodnia do odebrania wyników. Kolejny wyrok na mnie czeka. Jeśli mnie zostawi, to przynajmniej nie będzie musiał martwić się tym, że jest z kimś kto nie da mu rodziny... Nie chcę sama przez to przechodzić, ale jeśli dla Piotrusia tak będzie lepiej? Ale nie mi decydować o tym, co dla niego lepsze. On to wie najlepiej i teraz zostaje czekać aż sam określi co jest dla niego lepsze.
A co jest lepsze dla mnie? Oczywiście, że z nim niż bez niego... może nikt w to nie uwierzy, ale ja widzę jak bardzo się zmieniłam od kiedy jest i to zmieniłam na lepsze... ale to nie znaczy, że ja tak na niego działam.

8.12.2016r. chyba umrę czekając na ten dzień i chyba zniszczę wszystko co dobre w moim życiu do tego czasu i pozbędę się wszystkich "bliskich" ludzi...