sobota, 24 września 2016
idiotka.
W głowie mam chaos.
Pierdolona gonitwa myśli.
Ostatni raz, kiedy tak miałam, żeby je uspokoić wzięłam coś.
Tym razem nie mogę.
Nie chcę.
Muszę tu.
Muszę jakoś.
Dam radę.
Dam radę?
Nie wiem.
Może czasem lepiej czegoś nie słyszeć.
Albo udawać, że się nie słyszało.
Nie drążyć niektórych tematów.
Znalazłam faceta... odpowiedniego.
Tylko kurwa mać.
Ja jestem do niczego.
I on chyba w końcu to zauważył.
On jest dla mnie jak haust świeżego powietrza.
Tonęłam, a on mnie uratował.
Dlaczego zawsze muszę spierdolić to co jest dobre w moim życiu?
Jestem idiotką.
Piotruś, naprawdę Cię bardzo bardzo kocham.
piątek, 23 września 2016
koniec?
Nigdy w moim życiu nie było nic lepszego.
No ale jestem idiotką i oczywiście musiałam to spieprzyć.
Jestem zbyt beznadziejna.
Wiedziałam od początku, że tacy faceci nie interesują się takimi jak ja.
Śniłam na jawie. Najwidoczniej czas najwyższy się obudzić.
To nie jest tak, że On jest zły czy coś... po prostu to ja jestem ta zła, a On po prostu przejrzał na oczy.
Czuję jak moje serce powoli zaczyna pękać na milion malusieńkich kawałków. Prawdopodobnie już nigdy go nie poskładam.
Na pewno już nigdy nikogo innego nie będę chciała. To jest... był dla mnie Ten Jeden Jedyny, widocznie ja dla niego nie jestem Jedną Jedyną...
Ale nigdy nie zapomnę jak się czułam dzięki Niemu. Czułam się wyjątkowo. Dobrze, że wszystko przypomniało mi, że tak nie jest. Muszę zapamiętać, że jestem zwykła, nijaka. Czas najwyższy.
niedziela, 18 września 2016
Nie chcę.
Jestem troszeczkę bardzo głupia.
Spóźniający się okres wyprowadza mnie z równowagi bardziej niż wszystko inne.
Do tego gorączka odebrała mi resztki rozumu.
Miałam się przespać i miało być lepiej. I co? I jest gorzej. Pół nocy płacz, a drugie pół zaprzyjaźniałam się z kibelkiem.
Albo wiadomo co... albo mam jakiś problem ze zdrowiem ("pani Adrianno nie można wykluczyć najgorszego, ale proszę się nie denerwować"). Boję się, bo cokolwiek to jest, zostałam z tym sama. Chyba. Przynajmniej tak to wczoraj zrozumiałam.
Taaak. Ja która ze wszystkimi radziłam sobie sama, już tego nie chcę. W końcu chciałabym, żeby ktoś się mną zaopiekował. Ale nie byle kto, tylko ktoś konkretny. Tyle że ja, jak to ja, będąc przerażona zawsze muszę coś zepsuć. Więc mogę sobie pomarzyć.
Znowu muszę nauczyć się jak sobie samej radzić ze wszystkimi problemami. Chociaż tak bardzo nie chcę...
Nie wiem co robić.
Najchętniej leżałabym i ryczała. Tylko na to mam siłę.
Chyba muszę częściej ogarniać myśli. Nie wiem. Naprawdę nie wiem.
niedziela, 11 września 2016
...
Zadzwonił wczoraj. Ugh... zeszło ze mnie całe ciśnienie. Tyle że... strasznie mnie wkurzył. No bo ja się denerwuje, martwię, odchodzę od zmysłów, a on dzwoni cały rozradowany. Super.
Nie no... jasne że się cieszę, że wszystko ok, ale to nie zmieni tego, że się denereowałam i że nie przespałam nocy.
Po rozmowie z nim praktycznie cały dzień przepłakałam. Ciśnienie w końcu ze mnie zeszło. Wieczorem jak kładłam się spać byłam cholernie wyczerpana. Całe szczęście zasnęłam jak tylko poczułam poduszkę przy głowie.
Problem w tym, że teraz numer z którego wczoraj dzwonił też nie odpowiada.
sobota, 10 września 2016
.
Zara zwariuje. Za chwilę oszaleję. Nie wiem co robić.
Od czwartkowego wieczora nie mam kontaktu z Piotrusiem. Wydawało mi się, że wszystko między nami jest dobrze. Teraz nie wiem. Może jednak nie było?
W głowie mam różne myśli albo że mnie już nie chce, ma mnie dość i zmienił numer, żebym nie mogła mu głowy zawracać, albo że coś mu się stało.
Naprawdę nie wiem co robić.
Nie potrafię myśleć o niczym innym jak to co z moim Piotrkiem...
Nie wiem co mam robić. Co powinnam?
Jest mi cholernie nie dobrze. Ta sytuacja mnie paraliżuje. Nie potrafię wyjść z łóżka. Leżę i płaczę.
Nie sądziłam, że można się aż tak o kogoś martwić.
Nie sądziłam, że można aż tak kogoś kochać.
Boję się. Zaczynam świrować. Duszę się. Chce mi się wymiotować. Nie mogę się skupić. Zaraz mi serce pęknie z nerwów. Niech mi ktoś pomoże.
środa, 7 września 2016
Idiotka.
Nigdy nie zapomnę momentu kiedy weszłam do baru i go zobaczyłam. Nogi mi się ugięły. Początek był ciężki. Teraz też nie jest łatwo. Troszeczkę nas dzieli, ale dla mnie to nie ma znaczenia, wiem, że damy radę (jeśli tego nie spierdolę). Może to banał, ale faktycznie można poza kimś świata nie widzieć. Dawno nie czułam, że wszystko jest na swoim miejscu, że wszystko jest jak powinno być - teraz tak czuję, no może nie do końca, bo tak będzie jeśli kiedyś zamieszkamy razem. Piotrek skradł moje serce. Zakochałam się. Na zabój. Bez pamięci. Nieodwracalnie. Na zawsze. Ale boję się jak jasna cholera. Wiem, że też dla niego jestem ważna, że mnie nie skrzywdzi - cholera jasna, ja w końcu ufam jakiemuś facetowi. Tylko, że te moje pieprzone problemy. Ta moja cholerna przeszłość. Ciągle się boję wszystkiego. Do tego coraz częściej mam natłok myśli, za mało tu pisze... i później pierdolnę jakąś głupotę, która nie całkiem oddaje to o co mi chodzi, a może być odebrana zupełnie inaczej (brawo kurwa ja). No i tak mimo że bardzo nie chcę ciągle coś pierdolę. Nawet nie wiem czy aktualnie jesteśmy razem czy nie. Kiedy myślę o tym, że nie do oczu napływają mi łzy i czuję jak mi serce pęka...
Jakieś plusy? Ze zdrowiem niby lepiej. Chociaż głowa coraz częściej boli, a ja jak zawsze tłumaczę to "odwodnieniem", no dobra czasem tak, ale nie zawsze. Wymiotuję też "częściej" niż "zwykle". Prawe kolano odmawia mi posłuszeństwa. Czyli ogólnie... jednak nie lepiej. Ale skoro miały być plusy to będą! Serce się uspokoiło i są lepsze wyniki, od kilku miesięcy, od kiedy się życie uspokoiło, od kiedy jest Piotruś. Juhu kurwa.