Zadzwonił wczoraj. Ugh... zeszło ze mnie całe ciśnienie. Tyle że... strasznie mnie wkurzył. No bo ja się denerwuje, martwię, odchodzę od zmysłów, a on dzwoni cały rozradowany. Super.
Nie no... jasne że się cieszę, że wszystko ok, ale to nie zmieni tego, że się denereowałam i że nie przespałam nocy.
Po rozmowie z nim praktycznie cały dzień przepłakałam. Ciśnienie w końcu ze mnie zeszło. Wieczorem jak kładłam się spać byłam cholernie wyczerpana. Całe szczęście zasnęłam jak tylko poczułam poduszkę przy głowie.
Problem w tym, że teraz numer z którego wczoraj dzwonił też nie odpowiada.