Wczorajszy dzień choć bardzo cudowny (Paula, Wujaszek... dziękuję <3) narobił mi w głowie kosmicznego bałaganu.
Ogólnie urocze jest to, że w tym gronie wiem, że możemy sobie na siebie pokrzyczeć, możemy sobie pozwolić na cholerną szczerość, wygarnąć wszystko, co myślimy i nikt na nikogo się nie obrazi, prędzej sobie za to podziękujemy, możemy mówić sobie, że jesteśmy pojebani, ale nikt się nie obrazi, chociaż myślę, że bez problemu każde z nas wymyśliłoby coś, żeby obrazić innych, ale nikt tego nie robi, nie specjalnie, ale ufamy sobie i to jest fajne. W sumie nie to chciałam ogarnąć, bo akurat jest ogarnięte. Nie wiem co się dzieje.
"Skończone, skończone - już nie ma nas,
Skończone, skończone - najwyższy czas,
Każdy sobie wymyśli świat,
Swoją drogę znajdzie do gwiazd"
~IRA
Paulinkowe mądrości: "Jestes w nim zakochana jak pies w kiełbasie. Nie pie*dol glupot." - nie to nie o mnie. tak dla rozluźnienia rozmowa z moją Magdą: M: ja już chcę piątek :/ A: co jest w piątek? M: piątek
Nie wiem co się dzieje. Odpowiedź na każde pytanie z typu "chciałabyś/czego chcesz" brzmi NIE WIEM. W tym momencie na prawdę nie wiem czego chcę. Tzn... chcę zniknąć choć na 3-4dni, nie odzywać się do nikogo. Chciałabym się spakować i wyjechać gdzieś. Do Gruzji. Nie wiem czemu tam, po prostu.Udało mi się zniknąć. Chłopacy mi pomogli. Są kochani. Wracam w niedziele wieczorem.
Zbyt wiele dziwnych myśli. Zbyt wielu rzeczy nie rozumiem. Zbyt wiele osób nagle pojawia się w moim życiu. Mam ochotę schować się w jego ramionach i nie wychodzić z nich. Mam na to czas do niedzieli wieczora. Cała noc w jego bezpiecznych ramionach. Szkoda, że mogą być moje tylko w takich chwilach, kiedy uciekamy razem i z nimi od rzeczywistości.
Mamy nowy rok, juhu. Taaaak, już od kilku "ładnych" dni. Właśnie się zastanawiam, czy 2013 rok był tak bardzo zły? Były w nim dobre i złe rzeczy. Dobro i zło zawsze idą razem, inaczej się nie da i trzeba się do tego przyzwyczaić. Problem w tym, że nie można, bo nie wiadomo kiedy stanie się coś złego lub dobrego. Przerażające jest to, że to co jest dla jednego dobre, dla kogoś innego będzie złe. Jak mówiłam, dobro i zło są nierozłączne. Chyba wolałabym ciągle być w 2013 roku, przynajmniej wiedziałam już, czego mniej więcej się po nim spodziewać, a 2014 jest jedną wielką niewiadomą, możne nas spotkać wszystko. Śmierć. Nowe życie. Jeszcze jest trochę czasu, aby wyrobić się w tym roku. Poza tym w 2013 roku poznałam dwie osoby, które zmieniły moje życie i przypadkiem stały się osobami cholernie ważnymi, choć w obu przypadkach po pierwszej konfrontacji miałam ich bardzo nie lubić, ale cholera jakimś cudem oboje skradli moje serce. Paula, wiem, że mówiłam Ci miljon razy, że Cie kocham i że jesteś dla mnie jak siostra. Tylko wiesz co? To nie są takie słowa "ot tak", dla mnie na prawdę jesteś jak ktoś z rodziny, a nawet ktoś bliższy, a mówią, że rodziny się nie wybiera.
niedziela, 8 grudnia 2013
Wczoraj byłam szczęśliwa, mniej więcej. Dzisiaj moje serce powoli pęka. Co dalej? Nie wiem. Czekam. Nie mam wieczności. Nie chce tekstów w stylu "to nie miało znaczenia". Gdyby nie miało, to by tego nie było. Wszystko ma znaczenie. Niestety ja doskonale o tym wiem, nie robi się niczego bez przyczyny.
Znowu ta piosenka. Jak to powiedział kiedyś Wujaszek kochany "kiedy wszystko jest bez sensu to ta piosenka jako jedyna ma sens choć tak naprawdę nie ma sensu". Dobrze, że jest Paweł i Paula, bo inaczej nie miałabym do kogo się zwrócić tak naprawdę. I Natalia (hue hue hue). http://kwiaty-warszawa.pl/ciekawostki/mowa-kwiatow-1.html
Czasem moje przebłyski mnie zaskakuję, oto jeden z nich: "muszę się jednak z Tobą zgodzić, ideały nie istnieją, do ideału nie można się przytulić, to jest prawda, poza tym, tak serio na dłuższą metę nie znudziłby Cię ideał? wiesz czego się spodziewać, niczym Cię nie zaskoczy, nic do odkrycia… moim zdaniem ludzie popełniają błąd szukając ideału, to strata czasu, powinno się szukać kogoś odpowiedniego, przy kim serce mocniej zabije, przy kim zacznie się myśleć, że słowa "i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci" mają sens, a nie będą tylko "odklepane" dlatego, że samotność jest czymś przerażającym, kogoś komu będzie chciało się te słowa powiedzieć i będzie można to powiedzieć patrząc prosto w oczy, bez najmniejszego zawahania, kogoś z kim można się pokłócić i po chwili normalnie rozmawiać, kogoś komu patrząc w oczy widzisz duszę, kogoś równie nienormalnego, kogoś kto potrafi wywołać uśmiech niezależnie od wszystkiego, kto będzie słuchał, słyszał i próbował zrozumieć, kogoś przy kim w oczach zapala się takie ciepłe światełko, kogoś kto będzie potrafił zaakceptować wady i sam będzie je miał, z kim wzajemnie będzie pracować się nad tymi wadami, kogoś przy kim nie będzie bało się spać, komu będzie można zaufać, kogoś na tyle wyjątkowego przy kim mimo całego popieprzonego świata będzie się wierzyło w miłość i będzie się chciało żyć mimo trudniejszych chwil itd itd."
Zaczęłam się zastanawiać nad pewną rzeczą. W życiu pojawiają się różne osoby, na krócej, dłużej, nie ważne, ale się pojawiają. Mówimy, że jesteśmy zakochani. Czy to prawda? Myślę, że tak. Bo czymś innym jest bycie zakochanym, a czym innym jest kochanie kogoś (przynajmniej moim zdaniem). Zakochanie w kimś, może doprowadzić do pokochania tego kogoś. To trochę bez sensu. Wiem, ale takie jest moje zdanie. Czy często możemy się zakochiwać? Moim zdaniem tak. Za to nie możemy często kochać, bo pokochanie kogoś to proces długotrwały. Czy można kochać i być zakochanym jednocześnie? Raczej nie. Jedno jest następstwem drugiego, więc się wyklucza. Szymon Wydra - Samotna tak/Poznański <3 <3 <3
... powiedzieć coś, ale nie mogę. Są rzeczy, których nie można powiedzieć. Nigdy. Niezależnie jak bardzo chcielibyśmy, aby słowa, myśli zostały wypowiedziane. Czasem lepiej poczekać, aż ktoś sam się domyśli, ale czy wszystkiego można się domyślić? Czasem domysły są błędne. Gdzie sens. Gdzie logika. Zastanawiam się, dlaczego ludzie hmmm nie do końca potrafią ze sobą rozmawiać? Najczęściej jest tak, że po prostu do siebie mówią, ale nikt nikogo nie słucha, wtedy i tak nie zauważa się chaosu, wynikającego z braku porozumienia. Moim zdaniem najgorzej jest kiedy ludzie mówią do siebie i słyszą, wtedy niby jest porozumienie, ale czy tak na prawdę wiemy o co chodziło drugiej osobie? Czy sami uważamy, że druga osoba zrozumiała nas w sposób zadowalający? Pewnie nie. Czy nie lepiej więc po prostu, po ludzku usiąść z drugą osobą i powiedzieć co kogo boli? Kawała na ławę. Gra w otwarte karty. Jakie to byłoby piękne. Tylko... po co? Jak to po co?! (Czasami moje wewnętrzne dylematy mnie rozbrajają, ale przynajmniej mogę poprowadzić dyskusję i coś tu napisać.) Po co wyjaśniać? Żeby nie było niepotrzebnych nieporozumień. Przerabiałam to kilka razy. Za dużo emocji. Za dużo nerwów. Za mało rozmowy. Nagle któregoś dnia budzisz się i okazuje się, że nie masz nic, a mogłeś mieć wszystko.