Zastanawiam się, dlaczego ludzie hmmm nie do końca potrafią ze sobą rozmawiać? Najczęściej jest tak, że po prostu do siebie mówią, ale nikt nikogo nie słucha, wtedy i tak nie zauważa się chaosu, wynikającego z braku porozumienia. Moim zdaniem najgorzej jest kiedy ludzie mówią do siebie i słyszą, wtedy niby jest porozumienie, ale czy tak na prawdę wiemy o co chodziło drugiej osobie? Czy sami uważamy, że druga osoba zrozumiała nas w sposób zadowalający? Pewnie nie. Czy nie lepiej więc po prostu, po ludzku usiąść z drugą osobą i powiedzieć co kogo boli? Kawała na ławę. Gra w otwarte karty. Jakie to byłoby piękne. Tylko... po co? Jak to po co?! (Czasami moje wewnętrzne dylematy mnie rozbrajają, ale przynajmniej mogę poprowadzić dyskusję i coś tu napisać.) Po co wyjaśniać? Żeby nie było niepotrzebnych nieporozumień. Przerabiałam to kilka razy. Za dużo emocji. Za dużo nerwów. Za mało rozmowy. Nagle któregoś dnia budzisz się i okazuje się, że nie masz nic, a mogłeś mieć wszystko.
"Choć to za mało,
Choć wiem, że to jest
Pierwszy krok, byś
Zechciał zechcieć jak ja chcę.
Lecz już nie myślę jak to skończy się,
Gdy Ty na zawsze będziesz tylko snem.
Może moje sny, w których jesteś Ty
Będą miały siłę zmienić świat,
Abym była w nich, zawsze tam gdzie Ty,
A Ty tam gdzie ja!
Przy Tobie pewny każdy krok,
Przy Tobie znika smutku mrok,
Wreszcie wiem, gdzie schować się,
Gdzie jest mój dom.
Chcę dla Ciebie wszystkim być,
Tym, kim dla mnie jesteś Ty,
Tak być zawsze przy Tobie, jak nikt!
Czy Ty wiesz, że w mej głowie mieszka lęk?
Lecz mam plan, byś z moich rąk nie wyrwał się
I dla mnie żył.
Twoich oczu dotyk czuć,
Byś w nich, jak nikt,
Będę czekać, proszę wróć!"