niedziela, 10 listopada 2013

Podsumowanie.

Łał. Właśnie przeczytałam wszystkie wcześniejsze notatki. Nic w nich nie zmieniłam. Chociaż chciałabym. Ale to było pisane pod wpływem chwili, taki ma być ten blog. Prawdziwy. Spontaniczny. Coś mi wpadnie do głowy to, jeśli mogę, siadam i piszę. Sama taka kiedyś byłam. Prawdziwa i spontaniczna. A dzisiaj? Zanim coś zrobię dziesięć razy myślę. A co z prawdziwością? Nie mam pojęcia.

Jestem pewna, że to co napisałam w danym momencie było tym co myślałam, co czułam, co mi się wydawało. Nie będę niczemu zaprzeczać. Mogę jedynie napisać, że dziś ostatniego dnia przyjmowania 150mg, będąc bliżej końca niż początku terapii, czuję się lepiej, czuję się wolna. Może nie tyle co od smutku, bo od niego się nigdy nie uwolnię. 
Teraz przynajmniej już wiem, że mogę trzeźwo myśleć i patrzyć na świat. Czy z ufnością? Jeszcze na to za wcześnie. 
Powinnam się chronić. Ale przecież mam być sobą znowu. Do tego dążę. A przecież tamta dziewczyna od "chochlików", była bardzo otwarta i potrafiła po jednym rzucie oka stwierdzić czy ktoś jest godny zaufania, czy nie. Może podpowiadały jej to chochliki. Wydaje mi się, że są momenty, kiedy moje chochliki się budzą, czuję jak biegają po mojej głowie, nakręcając mnie.

Po co kobiecie włosy? Ponoć jak pojawia się jakiś nowy etap w jej życiu farbuje albo ścina, coś w tym jest. Platyna mi lekko zardzewiała, teraz na jakiś czas, ale chyba będzie na stałe. 

Kamil zawsze mówił, że czas, abym choć przez chwilę, pomyślała o sobie, to co? Teraz tylko to co lubię i to co sprawia mi przyjemność (tyle seeeeeex'u!) i czas tylko z ludźmi, którzy wywołują uśmiech na twarzy? To może być nawet fajne rozwiązanie :)







Chyba właśnie taka jestem.




PS. Znalazłam idealny lek na moją depresję:


nie lubię tego, że znowu wzięłam, żeby nie myśleć.