Jestem po Twojej. Zawsze.
"Kogoś takiego mi trzeba. Ale czy tacy ludzie na prawdę istnieją? Tacy ludzie albo chociaż ten jeden, najważniejszy, ten który zawsze będzie obok, niezależnie od tego co się będzie działo, nie będzie pytał o powód złego humoru tylko PRZYTULI i poczeka, aż przyjdzie ten moment, kiedy poczuję się bezpiecznie i sama powiem co mnie boli." - tak jest! PAULINKA!
Ale tak serio czy w każdej sytuacji można być po "czyjejś" stronie? Czy zawsze jest słuszne popieranie jednej i tej samej osoby? Jeśli chodzi o mnie, to wiem, że są osoby, za którymi zawszę stanę murem. A może należny być po stronie słabszego/uciśnionego? Ale co, jeśli on nie ma racji? A możne... możne czas stanąć po stronie prawdy? Może to przede wszystkim czas, aby stanąć z prawda twarzą w twarz? Może czas przestać się bać? Może czas powiedzieć co się stało? Ale... nie chce afery. Nie chce rozgrzebywania tego. Nie. Szczerze tylko z najbliższymi.
Ale kim oni są? Nie ważne. Wyjdzie w praniu.
Co zrobić kiedy okazuje się, ze największym problemem wcale nie jest to, co się wydaje nim być? Jak poradzić sobie z czymś, z czym nie można sobie poradzić, przez kilka lat? Jak przestać się w końcu bać facetów? Jak zaufać? Jak uwierzyć, że nie chodzi o "jedno"? I jak nie robić "tego" z poczuciem obowiązku? Jak przestać myśleć, że jeśli nie dam mu "tego", to odejdzie?
Jest godzina 14:42, 14 listopada 2013. A ja dalej cierpię po wydarzeniach 8 maja 2009. Jest godzina 19:31, kończę pisać notatkę. Dalej nie wiem co i jak zrobić. Jeśli skończą się te lęki, będę mogła wyjść z nałogu. Mam nadzieję. Dopóki się nie skończą, nawet nie próbuje.