wtorek, 28 stycznia 2014

ale... ale jak to?

Wczorajszy dzień choć bardzo cudowny (Paula, Wujaszek... dziękuję <3) narobił mi w głowie kosmicznego bałaganu.

Ogólnie urocze jest to, że w tym gronie wiem, że możemy sobie na siebie pokrzyczeć, możemy sobie pozwolić na cholerną szczerość, wygarnąć wszystko, co myślimy i nikt na nikogo się nie obrazi, prędzej sobie za to podziękujemy, możemy mówić sobie, że jesteśmy pojebani, ale nikt się nie obrazi, chociaż myślę, że bez problemu każde z nas wymyśliłoby coś, żeby obrazić innych, ale nikt tego nie robi, nie specjalnie, ale ufamy sobie i to jest fajne.

W sumie nie to chciałam ogarnąć, bo akurat jest ogarnięte. Nie wiem co się dzieje. 


"Skończone, skończone - już nie ma nas,
Skończone, skończone - najwyższy czas,
Każdy sobie wymyśli świat,
Swoją drogę znajdzie do gwiazd"

                                                ~ IRA

Paulinkowe mądrości: "Jestes w nim zakochana jak pies w kiełbasie. Nie pie*dol glupot." - nie to nie o mnie.

tak dla rozluźnienia rozmowa z moją Magdą:
M: ja już chcę piątek :/
A: co jest w piątek?
M: piątek