środa, 5 marca 2014
nie wiem.
Potrzebuję pomocy, żeby wiedzieć kim jestem. Potrzebuję jego pomocy. To okropne. Nie wiem, co robić. Muszę coś zrobić. Coś wymyślić. Jakoś to rozgryźć. Dam radę jak zawsze. Tzn dam radę, jeśli to jakoś wytrzymam, a jestem na granicy wytrzymałości. Nie wiem, ile mam czasu, żeby poznać odpowiedzi. Trzeba zacząć działać, jak najszybciej...
poniedziałek, 3 marca 2014
N
niedziela, 2 marca 2014
środa, 26 lutego 2014
*krzyk*
Wariuję już. Muszę się czymś zająć. Nie mam pojęcia czym. CZYMŚ. Tyle wiem.
Czuję się dziwnie. Najchętniej wygadałabym się pierwszej lepszej napotkanej osobie. Nie ogarniam tego co siedzi w mojej głowie. Te wszystkie myśli... odrobinę mnie przerażają. Zaczynam lekko świrować/wariować/panikować (freak out - idealne wyrażenie!). Cały czas powtarzam sobie w myślach "calm down, calm down, calm down..." tylko... to nic nie daje. Mam ochotę krzyczeć na wszystkich, tzn wykrzyczeć wszystkim co się dzieje...
piątek, 21 lutego 2014
"Hello world,...
Forgive me if I'm young,
For speaking out of turn,
But there's someone I've been missing..."
Zastanawiam się nad tym, dlaczego kiedy potrzebujemy kogoś, kogo uważamy za przyjaciela i kto za niego się podaje, tej osoby nie ma? Nie mówię teraz... chociaż teraz też jej brakuje, ale nie było jej też wcześniej, kiedy naprawdę była mi potrzebna. Ok. To nie tak, że jej teraz nie potrzebuję, bo potrzebuję, bo nie potrafię sama rozgryźć kilku rzeczy.
Chodzi o to, że tęsknie za Paulą. To jedyna osoba, której mogę być pewna, zawsze. Tak mi się wydawało. A teraz nie wiem. Jedyne co wiem to to, że bez niej moja dusza się pali, poza tym nie wiem nic.
środa, 5 lutego 2014
P.
Pamiętam moją pierwszą "konfrontację" z Nią, tzn nie pamiętam o co dokładnie chodziło, ale pamiętam, że stwierdziłam, że nigdy przenigdy jej nie polubię. A tu proszę! "Miłość" kwitnie. Chociaż raczej Miłość a nie "miłość". Serio. Ona jest osobą, którą kocham bardziej niż kogokolwiek z mojej rodziny, to jest taka miłość, jaką się kocha mamę, tatę, brata, siostrę, bezwarunkowa, ona po prostu jest, możesz się na kogoś wkurzać i obrażać miljon razy, ale jak przychodzi co do czego, to zapominasz o każdym razie, kiedy byłeś wściekły na tę osobę. Ale to przecież moja siostra, a mówią, że rodziny się nie wybiera, ja swoją siostrę wybrałam, a może to raczej ona wybrała mnie. "Historia" tej znajomości jest trochę dziwna. Do dzisiaj nie wiem i nie rozumiem, czemu w tak dużym tłumie Paula wybrała właśnie mnie. Na początku wyglądało to mniej więcej tak...
Byłam w II grupie, Paula w III, nie było nam "po drodze", języki też w różnych grupach miałyśmy. Miałam w grupie językowej chłopaków z jej grupy, a ona chłopaków z mojej, tylko że ja jakoś wtedy z nimi za bardzo nie gadałam. No nie ważne. Pamiętam, że większość pierwszego semestru była pod hasłem "nie lubię Pauliny, bo nie". Skąd się to wzięło, a zwłaszcza to "bo nie"? Z pierwszej rozmowy z nią, kiedy z jakiegoś powodu była dla mnie nie szczególnie miła i przez Martę, z którą się wtedy trzymałam. Oczywiście nie mam do Marty pretensji, tak miało być i już. Ona z jakiegoś powodu nie lubiła Pauliny, a ja się z nią trzymałam, no to "wyszło jak wyszło". Chociaż bardzo nie podobała mi się "nagonka" Marty na Paulę w akcji "nowy starosta". Paula miała też dobry kontakt z (wtedy) moim facetem, Michałem, no i oczywiście było lekkie nakręcanie przez Martę, że oni coś kręcą, pewnie i by mnie to ruszyło, gdyby Marta nie zachowywała się wobec Michała "bardziej". Potem z Michałem się zepsuło, rozstaliśmy się, a Marta zaczęła go bronić niczym lwica broniąca młodych. I tak trochę zostałam sama. Wtedy pojawił się też mocno Wujek, ale to nie o nim. Z Paulą zaczęło się tak, że wysłałam jej link gdzie nasz ulubiony prowadzący ćwiczenia pan Doktor śpiewał gangam style. I tak się zaczęło, wymiany notatek, wspólne tworzenie skryptu na egzamin itd itd... Potem umówiłyśmy się na piwo i później nam zostały poniedziałki na piwie. I szczerze na początku to miała być taka znajomość żeby jakimś cudem nie spędzać samej czasu na uczelni. A tu proszę! Nie wiem jak, nie wiem kiedy otworzyłam się przed nią jak przed nikim innym. Jestem jej wdzięczna za to, że jest, że wiem, że będzie, że nawet jak zadzwonię w środku nocy, to ona i tak powie, że mnie kocha.
Cholernie się cieszę, że mam moją Paulę. Wiem, że rozumie mnie jak nikt inny. Wiem też, że zna mnie najlepiej, chyba lepiej niż ja sama siebie, może dlatego się na nią tak często wkurzam, bo o tym wiem, tak jak i o tym, że ma rację, a ja powinnam jej słuchać, no ale na to jestem zbyt uparta.
Paulinko, kocham Cię. Jesteś najlepszą siostrą jaką mogłam sobie wymarzyć. Pamiętaj o tym, proszę.