wtorek, 26 listopada 2013

Chciałabym...

... powiedzieć coś, ale nie mogę. Są rzeczy, których nie można powiedzieć. Nigdy. Niezależnie jak bardzo chcielibyśmy, aby słowa, myśli zostały wypowiedziane. Czasem lepiej poczekać, aż ktoś sam się domyśli, ale czy wszystkiego można się domyślić? Czasem domysły są błędne. Gdzie sens. Gdzie logika.

Zastanawiam się, dlaczego ludzie hmmm nie do końca potrafią ze sobą rozmawiać? Najczęściej jest tak, że po prostu do siebie mówią, ale nikt nikogo nie słucha, wtedy i tak nie zauważa się chaosu, wynikającego z braku porozumienia. Moim zdaniem najgorzej jest kiedy ludzie mówią do siebie i słyszą, wtedy niby jest porozumienie, ale czy tak na prawdę wiemy o co chodziło drugiej osobie? Czy sami uważamy, że druga osoba zrozumiała nas w sposób zadowalający? Pewnie nie. Czy nie lepiej więc po prostu, po ludzku usiąść z drugą osobą i powiedzieć co kogo boli? Kawała na ławę. Gra w otwarte karty. Jakie to byłoby piękne. Tylko... po co? Jak to po co?! (Czasami moje wewnętrzne dylematy mnie rozbrajają, ale przynajmniej mogę poprowadzić dyskusję i coś tu napisać.) Po co wyjaśniać? Żeby nie było niepotrzebnych nieporozumień. Przerabiałam to kilka razy. Za dużo emocji. Za dużo nerwów. Za mało rozmowy. Nagle któregoś dnia budzisz się i okazuje się, że nie masz nic, a mogłeś mieć wszystko.






"Choć to za mało,
Choć wiem, że to jest
Pierwszy krok, byś
Zechciał zechcieć jak ja chcę.

Lecz już nie myślę jak to skończy się,

Gdy Ty na zawsze będziesz tylko snem.

Może moje sny, w których jesteś Ty

Będą miały siłę zmienić świat,
Abym była w nich, zawsze tam gdzie Ty,
A Ty tam gdzie ja!


Przy Tobie pewny każdy krok,

Przy Tobie znika smutku mrok,
Wreszcie wiem, gdzie schować się,
Gdzie jest mój dom.
Chcę dla Ciebie wszystkim być, 
Tym, kim dla mnie jesteś Ty,
Tak być zawsze przy Tobie, jak nikt!


Czy Ty wiesz, że w mej głowie mieszka lęk?

Lecz mam plan, byś z moich rąk nie wyrwał się
I dla mnie żył.
Twoich oczu dotyk czuć,
Byś w nich, jak nikt,
Będę czekać, proszę wróć!"

czwartek, 14 listopada 2013

PILNIE POSZUKIWANY

Mężczyzna, który się mną zajmie, zaopiekuje, przed którym nie będę musiała udawać, tak jak przed wszystkimi, ze jestem silna i ze wszystkim sobie radzę, który mnie będzie pilnował, żebym o siebie zadbała, w sensie żywiła się normalnie i rzuciła papierosy, do którego będę mogła się przytulic, kiedy najdzie mnie ochota, bez zastanawiania się czy wypada, któremu będę mogła się wypłakać i nie zapyta o co chodzi, tylko przytuli i poczeka, aż mi przejdzie, a jak się na niego wścieknę i zacznę go "bić" to mnie przytuli i poczeka, aż się uspokoję, który będzie mnie traktował jak księżniczkę, na którym się nigdy nie zawiodę, który mnie nie skrzywdzi, który będzie tylko dla mnie, o którego nie będę musiała być zazdrosna, bo to inne będą zazdrosne, ale ja nie będę musiała się bać, że mnie zdradzi, takiego który będzie lubił Barce, żebym mogła z nim oglądać mecze bez spiny.

"Po której jesteś stronie?

Jestem po Twojej. Zawsze.

"Kogoś takiego mi trzeba. Ale czy tacy ludzie na prawdę istnieją? Tacy ludzie albo chociaż ten jeden, najważniejszy, ten który zawsze będzie obok, niezależnie od tego co się będzie działo, nie będzie pytał o powód złego humoru tylko PRZYTULI i poczeka, aż przyjdzie ten moment, kiedy poczuję się bezpiecznie i sama powiem co mnie boli." - tak jest! PAULINKA!

Ale tak serio czy w każdej sytuacji można być po "czyjejś" stronie? Czy zawsze jest słuszne popieranie jednej i tej samej osoby? Jeśli chodzi o mnie, to wiem, że są osoby, za którymi zawszę stanę murem. A może należny być po stronie słabszego/uciśnionego?  Ale co, jeśli on nie ma racji? A możne... możne czas stanąć po stronie prawdy? Może to przede wszystkim czas, aby stanąć z prawda twarzą w twarz? Może czas przestać się bać? Może czas powiedzieć co się stało? Ale... nie chce afery. Nie chce rozgrzebywania tego. Nie. Szczerze tylko z najbliższymi.

Ale kim oni są? Nie ważne. Wyjdzie w praniu.

Co zrobić kiedy okazuje się, ze największym problemem wcale nie jest to, co się wydaje nim być? Jak poradzić sobie z czymś, z czym nie można sobie poradzić, przez kilka lat? Jak przestać się w końcu bać facetów? Jak zaufać? Jak uwierzyć, że nie chodzi o "jedno"? I jak nie robić "tego" z poczuciem obowiązku? Jak przestać myśleć, że jeśli nie dam mu "tego", to odejdzie?

Jest godzina 14:42, 14 listopada 2013. A ja dalej cierpię po wydarzeniach 8 maja 2009. Jest godzina 19:31, kończę pisać notatkę. Dalej nie wiem co i jak zrobić. Jeśli skończą się te lęki, będę mogła wyjść z nałogu. Mam nadzieję. Dopóki się nie skończą, nawet nie próbuje.

środa, 13 listopada 2013

fire

ogień.

płonę.

wypala mnie.

jeszcze chwila i spłonę.

czuję jak płoną mi żyły.

każda sekunda jest katorgą.

każda napisana literka.

każda myśl.

każdy oddech.

boli.

ratunku.

niedziela, 10 listopada 2013

Podsumowanie.

Łał. Właśnie przeczytałam wszystkie wcześniejsze notatki. Nic w nich nie zmieniłam. Chociaż chciałabym. Ale to było pisane pod wpływem chwili, taki ma być ten blog. Prawdziwy. Spontaniczny. Coś mi wpadnie do głowy to, jeśli mogę, siadam i piszę. Sama taka kiedyś byłam. Prawdziwa i spontaniczna. A dzisiaj? Zanim coś zrobię dziesięć razy myślę. A co z prawdziwością? Nie mam pojęcia.

Jestem pewna, że to co napisałam w danym momencie było tym co myślałam, co czułam, co mi się wydawało. Nie będę niczemu zaprzeczać. Mogę jedynie napisać, że dziś ostatniego dnia przyjmowania 150mg, będąc bliżej końca niż początku terapii, czuję się lepiej, czuję się wolna. Może nie tyle co od smutku, bo od niego się nigdy nie uwolnię. 
Teraz przynajmniej już wiem, że mogę trzeźwo myśleć i patrzyć na świat. Czy z ufnością? Jeszcze na to za wcześnie. 
Powinnam się chronić. Ale przecież mam być sobą znowu. Do tego dążę. A przecież tamta dziewczyna od "chochlików", była bardzo otwarta i potrafiła po jednym rzucie oka stwierdzić czy ktoś jest godny zaufania, czy nie. Może podpowiadały jej to chochliki. Wydaje mi się, że są momenty, kiedy moje chochliki się budzą, czuję jak biegają po mojej głowie, nakręcając mnie.

Po co kobiecie włosy? Ponoć jak pojawia się jakiś nowy etap w jej życiu farbuje albo ścina, coś w tym jest. Platyna mi lekko zardzewiała, teraz na jakiś czas, ale chyba będzie na stałe. 

Kamil zawsze mówił, że czas, abym choć przez chwilę, pomyślała o sobie, to co? Teraz tylko to co lubię i to co sprawia mi przyjemność (tyle seeeeeex'u!) i czas tylko z ludźmi, którzy wywołują uśmiech na twarzy? To może być nawet fajne rozwiązanie :)







Chyba właśnie taka jestem.




PS. Znalazłam idealny lek na moją depresję:


nie lubię tego, że znowu wzięłam, żeby nie myśleć.



Ty pytasz...

... ja nie odpowiadam.

niedziela, 3 listopada 2013

1, 2, 3...

Chciałabym bardzo podziękować trzem osobom.
Olivia, jesteś genialna i kochana! Dzięki Tobie jakoś czuję się lepiej. Pewniej. Może kiedyś dzięki Tobie odzyskam moją pewność sprzed maja 2009roku.
Paulina, dziękuję, zawsze umiesz mnie ustawić do pionu, poza tym dziękuję Ty najlepiej wiesz za co. Jestem grzeczna, cała i zdrowa!
Natalia, zaczął się 7rok naszej znajomości. Jesteś jedyną osobą, która ze mną tak długo wytrzymała, co nawet dla mnie jest trudne, podziwiam Cię.