Po odpoczęciu po dniu wczorajszym stwierdziłam, że są pewne osoby, które powodują, że mogę dać szansę ludziom na nowym kierunku.
Widziałam się dzisiaj z jednym z moich Promyczków. Majeczka <3
Poza tym dzień ciężki. Znowu mimo własnych problemów biorę sobie na głowę cudze, ale w tym wypadku nie mogłam inaczej postąpić. Mam nadzieję, że to tylko fałszywy alarm.
Chcę jutro. Chcę zobaczyć Paulę. Chcę się do niej przytulić. Chcę. Chcę. Chcę! Dłużej już nie wytrzymam. Chociaż w środku wszystko się we mnie gotuje, bo boję się, że mogę przez to zobaczyć Kamila, a tego chyba nie chcę. Jeszcze nie teraz. Chcę, żeby wszystko było tak, jak było, zanim go poznałam. To chyba pierwsza znajomość, której żałuję, wcześniej jak ktoś odchodził to nie miałam tak, żeby wszystko doprowadzało mnie do łez. Teraz, od kiedy go nie ma, płaczę non stop, nie ważne czy jest dobrze czy źle, wszystko jest dobrym powodem do płaczu, ale to pewnie ta depresja.
"I co z tego, że śpiewanie mi nie wychodzi? Ja to kocham. A gdy kocham, to nikt mnie nie powstrzyma." właśnie przeczytałam to na fb koleżanki, a gdyby to też zastosować nie tylko do śpiewania? Tylko do innych rzeczy?