niedziela, 29 września 2013

niby jesień, ale jednak zima.

28.09.2013

Niby mamy jesień, ale u mnie, we mnie jest zima (a może to ja jestem zimą?). Kiedy padło stwierdzenie, że to bez sensu, że z nas nie będzie pary, ale oczywiście MOŻEMY SIĘ KOLEGOWAĆ, BA! NAWET PRZYJAŹNIĆ! (wiem, że już o tym pisałam, ale dalej przykro mi z tego powodu). To coś we mnie pękło. Zamroziło mnie i moje serce na nowo i zrobił to ktoś, kto mnie otworzył, ktoś przy kim chciałam się ogrzać i kogo chciałam ogrzać. Nie mam pojęcia co dalej, bo napisał, że mimo wszystko za mną tęskni i że chciałby mnie zobaczyć, a ja nie potrafię się do tego zmobilizować, bo po co? Skoro ta sytuacja jest... dziwna. Przez co cierpi moja znajomość z Paulą, która ostatnio jest jedną z najbliższych osób, ale teraz tu publicznie obiecuję, że w poniedziałek muszę zobaczyć się z Paulą i to zrobię. Chyba, że mnie nie będzie chciała widzieć, wtedy będę się przed nią kajać i błagać o wybaczenie.

Dzisiaj było rozpoczęcie na uniwerku, znowu. Znowu pierwszy rok. Trudno. Teraz nie zawalę, nie mogę, nie chcę. Nie wiem jak było. Dziwnie. Chyba tam nie pasuje.

Wrzesień był dla mnie ciężki, bardzo ciężki. Dlatego piszę też dopiero teraz. Chociaż to nie tylko wrzesień jest winny temu wszystkiemu. Tak na prawdę zaczęło się tuż przed zimową sesją, kiedy przez pewną osobę zniknęła inna bliska mi osoba na wydziale (ta "pewna osoba" nas poróżniła, zrobiła wszystko, żeby nas poróżnić), potem jakoś się kulało, ale zaczęłam olewać studia, potem w sierpniu przyjechał mój przyjaciel, pokłóciliśmy się i on też zniknął, Igor to jeden z najważniejszych facetów w moim życiu, potem zlot Kamila i sprawa z nim, 14września wypadek samochodowy, który cudem przeżyłam. W szpitalu 15września badania, rozmowy z lekarzami w tym z psychiatrą, który stwierdził depresję. JUHU! Od 16września łykam zoloft, zaczęłam od 75mg/dzień, po każdym tygodniu dawka wzrasta, dziś przed rozpoczęciem byłam na kolejnej wizycie, okazało się, że nie skończę kuracji tak szybko jak bym chciała, póki co nie ma żadnych zmian. Trzeba dobić do 200mg, a potem stopniowo w dół, jak to nie pomoże to prozac, cudownie. Nie, nie mam żadnych myśli samobójczych, nie okaleczam się ani nic z tych rzeczy. Po prostu snuje się, płaczę itd. Poza tym jest kilka spraw, które mnie „przytłaczają” a nie nadają się do tego, żeby je tu opisać.


Ale od niedawna jest światełko w tunelu, odnawiam, a może raczej próbuję odnowić znajomość z tą osobą, z którą straciłam kontakt w czasie sesji zimowej. Strasznie za Nią tęskniłam, chociaż powiem szczerze, że gdybym miała wybór to wolałabym, żeby sprawy potoczyły się tak, żebym nie miała możliwości Jej "odzyskać", bo doprowadziły do tego wydarzenia, przez które Ona cierpiała. Czytałam dzisiaj Jej bloga, po skończeniu stwierdziłam, że czas najwyższy też coś napisać. Cieszę się, że była szczęśliwa momentami (chyba nawet większość czasu, tak to się prezentuje w moich odczuciu), żałuję jednak i to bardzo, że nie było mnie, kiedy Ona była smutna i kiedy były gorsze chwile. W sumie trochę mnie rozbawiło, bo jak prowadziłam bloga na tej samej platformie (?) to wybrałam do niego dokładnie takie samo tło.


Muzycznie dzisiaj LemOn "Napraw", zastanawiam się, czy znajdzie się ktoś, kto mnie naprawi, po tym co było ostatnio i w ogóle. "błagam napraw mnie..."





Z tego stresu spowodowanego dniem dzisiejszym zapomniałam o meczu Barcy. Wygrany. Nic więcej mnie dziś nie interesuje.