Ostatnie kilka tygodni, w sumie jakoś od kwietnia, może końca marca to jakaś kompletna paranoja. Teraz czas na jakieś podsumowanie, żeby się od tego odciąć.
Szymon. Wiele osób myślało, że coś się dzieje. Dla mnie to nie było nic szczególnego. Kolega. Co z tego, że to z nim byłam na koncercie zespołu, który bardzo lubię?
Wiktor. Pojawił się nie wiadomo skąd. Czekał rok. Bo rok wcześniej ktoś mu powiedział, że jestem zajęta (a to dobre). Spotykaliśmy się, było miło. Tylko... byłam do niego dość sceptycznie nastawiona, no bo on był dla mnie zawsze wredny tzn, zanim się zaczęliśmy spotykać, w sumie później też mu się zdarzało za bardzo chciał mnie zmieniać. Jeśli próbujemy kogoś zmienić, jeśli ktoś nas próbuje zmienić to to bez sensu prawda? Dlatego odpuściłam. Fakt, przystojny i mądry facet, ale co z tego?
Toby. To dość świeże. Poznaliśmy się przypadkiem. Starszy kilka lat. Wydawało by się mądry i dojrzały, ale niestety nie... A ja już nie mam czasu, sił i ochoty na takie zabawy.
A teraz...? Zobaczymy.