czwartek, 17 lipca 2014

shit.

Wczoraj rozmawiałam z moim Marcinem(nie, nie TYM), jak ja za nim tęsknie... Uwielbiam jego głos, uspokaja mnie. Jak dobrze pójdzie to widzimy się w przyszłym tygodniu, bo będzie coś załatwiał w okolicy nananana :) ale raaaaaadość. Pomijając fakt, że mnie opieprzył, że długo się nie odzywałam...


Dobrze być w domu. Kolano prawie nie boli. Wszyscy lekarze mnie prześwietlili na wszystkie możliwe sposoby. Jedyny "minus" mojego zdrowia "postęp otwartości na ludzi staje się co raz mniejszy, jakby się cofasz, rozumiesz? zamykasz się w sobie. znowu". BLA BLA BLA. Zastanawiam się, czy trafię kiedykolwiek na lekarza, który zorientuje się, że jakby mam gdzieś co do mnie mówią.



Poza tym mam ostatnio strasznie parszywe dni. Nie mam ochoty z nikim rozmawiać.

Czuję się pusta.




 "You and I were meant to be
Aint no doubt about it

No way to hide that sort of thing

Now I’m waiting for something better
Aint nothing better worth imagining


I, I keep on running
I’m building bridges that I know you never wanted
Look for my heart
You stole it away

Now I’ll never sing the road that I could take
Listen, I want you to burn my bridges down
I said, I want you to burn my bridges down
Set me on Fire
You set me

Set me on Fire
You can burn my bridges down
Send this out to sea

Send it where you wanted
You can take your no for no or not at all
There’s no filling up your spaces with fictionary places
Imaginary faces they don’t work at all
"